♥ Rozdział 61: Kłótnia ♥

**Patricia**

Przez całą drogę powrotną do domu zastanawiałam się jak to wszystko jest możliwe. Mój najgorszy koszmar moim bratem ,a okazuje się ,że wszystko co robił ,robił dla mojej ochrony. Jeszcze wyznał mi ,że Mason o tym wiedział. Musiałam również i z nim porozmawiać o tym wszystkim. Tak czy inaczej zaszłam do domu gdy już się ściemniało. Jake nie poszedł ze mną ,powiedział ,że przyjdzie później. No cóż ,ja nie mogłam go do niczego zmuszać jakoż ,że wiadomo potrzebne było wiele czasu by zbliżyć się do siebie na tyle ,by traktować się jak rodzeństwo nawzajem. 
Weszłam do środka i od razu pokierowałam się do salonu. Eddie siedział na kanapie ze wzrokiem wbitym w coś za oknem podpierając podbródek na dłoni. Wyglądał na zmartwionego.
- Cześć. - Powiedziałam do niego. Spojrzał na mnie ,a ulga pojawiła się na jego twarzy. Już spodziewałam się ,że zacznie krzyczeć gdyż nie odzywałam się przez cały dzień. - Jak widzisz wróciłam. - Zaczęłam tłumaczyć. - Cała i zdrowa. Nic mi się nie... - Nie dane mi było dokończyć ponieważ Eddie podszedł do mnie i złożył głęboki pocałunek na moich ustach ,po czym mocno przytulił. 
- Nawet nie masz pojęcia jak się o ciebie martwiłem ,Gaduło. - Westchnął. - Mogłaś chociaż zadzwonić. 
- Wiem ,przepraszam. - Odparłam mocniej się w niego wtulając.
- Już nic się nie stało. Ważne ,że jesteś cała. - Rzekł odsuwając się ode mnie i usiadł z powrotem na kanapie ,przyjmując poprzednią pozycję.
- Eddie...- zaczęłam. -Jest sprawa...tylko proszę obiecaj ,że się nie zdenerwujesz i zrozumiesz.
Posłał mi pytające spojrzenie. 
- Zależy co to jest. 
Usiadłam obok niego.
- Dowiedziałam się czegoś. - Oznajmiłam łapiąc go za rękę. - To zmienia trochę sytuację ,w jakiej jesteś ty i Jake. 
Zrobił się nieco podejrzliwy.
- Patricio mów. Nie trzymaj mnie w niepewności. 
 Chwila minęła zanim zdobyłam się na to by mu to powiedzieć.
- Jake jest moim bratem. 
Eddie zachłysnął się powietrzem na tą wiadomość ,po czym spojrzał na mnie oszołomiony.
- Majaczysz? Dał ci coś? Chyba nie mówisz na serio ,prawda? - Potrząsnął mną. Jakby to co mówił miało coś zmienić.
- Mówię serio Eddie. On jest moim bratem. 
- Tak ci powiedział? - Chłopak prychnął. Kiwnęłam głową. - A ty mu wierzysz tak? Jake'owi? Patricio czy na na pewno dobrze się czujesz?
- Posłuchaj! - Zirytowałam się. - Przestań się tak zachowywać. Zaakceptuj prawdę. Chociaż się postaraj.  - Poprosiłam.  - A ja idę teraz do siebie ,bo jestem zmęczona. Do jutra. - Pocałowałam go w policzek. - Pa. 
- Pa. - Powiedział tylko ,a ja wyszłam z pokoju i poszłam na górę. Gdy opadłam na łóżko ,tylko chwilę rozmyślałam o tym wszystkim ,potem pochłonął mnie głęboki sen.


- Ale z ciebie debil. - Powiedziałam do Eddie'go następnego dnia ,kiedy ten wściekł się na Jake'a o to ,że pomagał mi w pracy domowej i wyrzucił go za drzwi.
- Guzik mnie obchodzi to ,że to twój brat! Masz się z nim nie zadawać i koniec! - Odparł z głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Prychnęłam.
- Nie zachowuj się jak mój ojciec! Mogę robić co chcę ,a tobie nic do tego!
Zaprzeczył. Żałowałam w tym momencie ,że powiedziałam mu o tym ,że Jake to mój brat. 
- Właśnie ,że bardzo dużo mi do tego!  O mało co nie zginęłaś! Właśnie przez niego ,a teraz co?!
- Zapomnij o tamtym Eddie! Nie rozumiesz ,że udawał?
- Nie ,nie rozumiem! - Z chwili na chwilę krzyczał jeszcze głośniej.
- To zrozum! - Odparłam również z krzykiem.
- A ty zrozum ,że masz przestać się z nim zadawać!
- Bo co? - Spytałam. - Bo ty tak chcesz?!
- Właśnie. Bo ja tak chcę ,a po za tym to dla twojego dobra!
- Dla mojego dobra będzie jak się w końcu zamkniesz ,imbecylu!
- Znowu zaczynasz Gaduło? - Spochmurniał.
- Nie to ty zaczynasz ,karaluchu. - Odpowiedziałam.
- I co się rzucasz ,co?
-Ja się rzucam!?
-Nie,wiesz ja-Odpowiedział z sarkazmem
- Daruj już sobie. - Miałam dosyć. Z nadzieją ,że przestanie już gadać kontynuowałam robienie zadania. Zadane było zrobienie plakatu na temat nadchodzącego dnia pokazu talentów. Wycinałam ze zdjęć wszystko co się da i przyklejałam taśmą do kartki. 
- Ej ,ja jeszcze nie skończyłem. - Odezwał się Eddie ,którego starałam się ignorować. Wpadłam na pomysł. A co mi tam ,pomyślałam i urywając kawałek taśmy klejącej, podeszłam do chłopaka i przykleiłam mu ją na usta.
- Skończyłeś. - Zapewniłam go. Raptownie odwróciłam się i wróciłam do wcześniejszej czynności. Niestety cisza nie trwała długo. Miller oderwał sobie taśmę z buzi i znowu zaczął nadawać.
- Nie nie skończyłem! To nie było fair!
- Przymknij się. - Próbowałam go uciszyć. 
-Nie,nie przymknę się dopóki nie skończymy tematu
-Jak dla mnie to już go skończyliśmy - Wzruszyłam ramionami.
-A jak dla mnie to nie!Masz się trzymać od niego jak najdalej! - Nadal wrzeszczał. 

-Nie mam takiego zamiaru! - Odkrzyknęłam. 
-To lepiej miej!
-To lepiej mi nie rozkazuj!

- Nie rozkazuję! 
- Zamknij się wreszcie ,albo zaraz zakleję ci tę jadaczkę na super glue! - Warknęłam.
Prychnął.
- Akurat. 
- A chcesz się przekonać? - Spytałam kierując się do kuchni. Powiódł za mną wzrokiem z rękami złożonymi na piersi. Poszperałam w szufladzie i po chwili wróciłam do salonu z klejem. Oczywiście ,że chciałam go tylko postraszyć i chyba się udało ,bo cofnął się raptownie o kilka kroków.
Podeszłam do niego i pomachałam tubką przed nosem.
- Jedno jeszcze słowo na temat ,którego nie chcę słyszeć ,a zamilkniesz dopóki nie wyszukają rozpuszczalnika ,który nie podrażnia skóry.
Kiwnął tylko głową. Haha ,zaśmiałam się w duchu zadowolona z tego ,że udało mi się go wystraszyć. Wróciłam do stołu i ponowiłam swoją czynność ,on natomiast cichutko podszedł i usiadł obok na krześle. 
- I co ,nie można było tak od razu? - Spytałam ze zjadliwym uśmieszkiem na twarzy. 
Westchnął z miną męczennika. 
Zaśmiałam się.
- Taki grzeczny powinieneś być ,zawsze. 
Już otworzył usta ,żeby coś powiedzieć ,ale po chwili je zamknął i znów zrobił minę zbitego szczeniaczka. 
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Wiesz ,że możesz mówić ,prawda? - Zapytałam z politowaniem. - Ale nie o Jake'u. 
- Wiem. - Odparł krótko.
Pokręciłam głową z uśmiechem znów kierując wzrok na swoją pracę. Nie wyglądało to tak jakbym miała ją szybko skończyć. Co chwile to wpadałam na nowy pomysł dołożenia czegoś do niej. To dokładałam innych obrazków lub bawiłam się z brokatem. Całkiem fajna zabawa ,stwierdziłam w myślach. Eddie wciąż siedział cicho i przyglądał się temu co robię. Od czasu do czasu spoglądał i na mnie. 
Po krótkim czasie milczenia przyszło mi do głowy ,żeby pozadawać chłopakowi parę niewinnych pytań ,które mogłaby tylko zadać jakaś upierdliwa blondynka.
- Lubisz mnie? - Spytałam niby to od niechcenia wycinając kwiatka nożyczkami lecz spoglądałam na Miller'a ukradkiem. Zdziwiło go moje pytanie ,nie wyglądał tak jakby miał zamiar mi na nie odpowiedzieć ,jednakże po chwili odchrząknął.
- Nie. - Powiedział powoli przyglądając mi się ,ubiłam więc wzrok w nożyczki. Trochę mnie to zabolało ,bo obiecał ,że nigdy o mnie nie zapomni ,i na to wyglądało ,lecz teraz...
- Uważasz ,że jestem ładna? - Głos mi trochę drżał ,zapewne od guli w gardle ,która pojawiła się tam znikąd ,gdy usłyszałam pierwszą odpowiedź.
Znów milczał przez chwilę ,po czym odparł:
- Nie. 
Wzięłam głęboki oddech. 
Jakbym odeszła ,płakałbyś za mną?  - Bałam się już odpowiedzi ,no i niestety moje obawy były słuszne.
- Nie. - Kolejna przecząca odpowiedź.
Zdecydowałam ,że nie ma już sensu zadawać więcej pytań ,gdyż każda odpowiedź rani mnie jeszcze bardziej ,lecz nie mogłam powstrzymać się od tego by zadać jeszcze jedno ,ostatnie już pytanie.
- Jestem w twoim sercu? - Zapytałam ważąc dokładnie każde słowo ,ale jednocześnie obawiając się tego co powie.
Tym razem milczał przez dłuższą chwilę zanim odpowiedział:
- Nie.
Czułam jak łzy powoli napływają mi do oczu. Tak właśnie wygasła ,nasza miłość ,pomyślałam. A może w ogóle nigdy jej nie było ,to dlaczego w takim razie wciąż byliśmy razem? Zebrałam szybko wszystkie papiery ze stołu i czym prędzej chciałam wyjść z pokoju ,ale poczułam jak chłopak łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stronę. Nie miałam ochoty na niego patrzeć więc wbiłam wzrok w podłogę. Niestety uniósł palcem mój podbródek i byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Pilnowałam teraz ,żeby żadna łza nie spłynęła po moim policzku.
- Nie lubię cię ,lecz kocham ,dla mnie nie jesteś ładna ,tylko piękna ,nie płakałabym za tobą ,ale umarłbym z tęsknoty no i nie jesteś w moim sercu ,ponieważ to ty jesteś moim sercem. - Powiedział nie przestając wpatrywać się w moje oczy. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi. Przed chwilą straciłam nadzieję ,że jeszcze cokolwiek do mnie czuję ,a teraz wyznaję mi ,że jego uczucia są wciąż tak mocne jak kiedyś. Nie miałam pojęcia jak zareagować więc po prostu zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam.


Dzisiejszy dyżur przyszło mi mieć z Amandą. Nasze relację trochę się poprawiły ,ale ja wciąż trzymałam ją na dystans mimo jej prób. Znosiłyśmy naczynia ze stołu do zlewu  w ciszy gdy ona postanowiła przemówić. 
- Wiesz jeżeli mam być z tobą szczera to przypominasz mi kogoś. 
- Kogo? - Spytałam kładąc talerze i patrząc na nią z zaciekawieniem.
- Kiedy byłam mała ,miałam najlepszą przyjaciółkę. - Uśmiechnęła się na to wspomnienie. - Byłyśmy nierozłączne ,ale jej rodzice później zginęli ,a ona wyprowadziła się do szkoły z internatem. 
- Jak miała na imię? 
Westchnęła. 
- Miała starszego brata i siostrę bliźniaczkę. - Mówiła dalej. Nie rozumiałam. Wszystko było dosłownie tak samo jak w moim przypadku ,ale dlaczego mi to mówiła? 
- A mówisz mi to ,bo...?
Zamilkła. 
- Amanda. 
- Patricio... - Podeszła do mnie. - Może i mnie nie pamiętasz...
- Co ty bredzisz? - Przerwałam jej. - Poznałyśmy się niedawno. 
- Spójrz. - Podwinęła rękach swojej bluzki i pokazała mi bransoletkę. Przekręciłam wisiorek ,który był do niej przyczepiony. Jedyne co tam było napisane to "BFF" i "P". Teraz mi się przypomniało! Wróciły wszystkie wspomnienia ,których nie zdołałam sobie przypomnieć ,kiedy miałam amnezję. Przypomniałam sobie o mojej najlepszej przyjaciółce z dzieciństwa i prześwidrowałam Amandę wzrokiem od stóp do głów. Te same oczy ,tak samo długie włosy, ten uśmiech. To była ona. Przyjaciółka ,którą straciłam gdy miałam 6 lat. 
- O mój boże Ami to ty! - Krzyknęłam i rzuciłam się by ją mocno uściskać. Roześmiała się. - Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?! 
- Nabrałam pewności niedawno ,ale jakoś nie miałam szansy ,żeby z tobą o tym porozmawiać. 
- Matko jak ja za tobą tęskniłam. Myślałam ,że już nigdy cię nie zobaczę!
- Ale jestem. - Odsunęłam się od niej i przyjrzałam jeszcze raz. Miała zaszklone oczy i pociągała nosem. Wiedziałam ,że zaraz zacznie płakać ,w sumie to już płakała.
- Ej czemu płaczesz? - Spytałam. 
- Cieszę się ,że odzyskałam moją przyjaciółkę. - Odpowiedziała wycierając łzy.  Uśmiechnęłam się do niej. 
- Ja też się cieszę. 
- No dziewczynki ,dziewczynki. - Nathan pokręcił palcem wchodząc do kuchni. - Miałyście pomyć naczynia ,a nie plotkować.  Ale jeżeli wam się nie chce to ja to za was zrobię. - Powiedział z uśmiechem przestając udawać poważnego. 
- Serio Nat? - Zapytałam unosząc brwi z niedowierzania. 
- No pewnie. Nudzi mi się. - Pożalił się. - Jerome i Alfie poszli się zabawić ,a mnie ze sobą nie zabrali. 
- Ehh biedaczysko. - Poczochrałam mu włosy. Niby był dozorcą ,ale każdy z nas brał go w domu za takiego jakby dobrego ducha i przyjaciela. 
- Dziękujemy ci Nathan! - Krzyknęła radośnie Amanda ,po czym pocałowała go w policzek. Cała ona. Mężczyzna zaczerwienił się nieco.
- Ona tak zawsze. - Wytłumaczyłam i obie wyszłyśmy z kuchni zostawiając go z masą brudnych naczyń. Chciał to ma. 

CDN...

Heja! Pewnie wam coś ta scenka przypomina co nie? ^__^ I tak macie rację ,to jedna z tych wiązanek z Facebooka ,kiedy pierwszy raz na nią wpadłam pomyślałam ,że super będzie ją wykorzystać do rozdziału i mimo to ,że zawsze jest taka Sweet jak się ją czyta ,w wykonaniu Peddie będzie jeszcze lepsza. Komentujcie i piszcie co myślicie!

A no i jeszcze jedno ,zauważyłam ,że anonimy znów zaczęły spamować ,a pamiętam ,że wyraziłam się jasno co do tego i lepiej przestańcie jeżeli nie chcecie bym po raz kolejny odebrała wam możliwość komentowania czegokolwiek na moim blogu...

Pozdrawiam ,papa :*

Patricia Miller

15 komentarzy:

  1. Super rozdział... Mam nadzieję, że dodasz dziś coś jeszcze...
    PS. U mnie pojawił się kolejny rozdział
    eiddep.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdzial!!! Dobrze ze sie znowu sie poklocili ;-) Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  3. Suupppeeer ja zawsze tylko 1 kom a konta nie chce mi sie zakladac wienc pisze z anonimka

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow. Rozdział sweetaśny. Patricia i Amanda przyjaciółkami? Tego się nie spodziewałam. Super!!! Dawaj next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jeszcze nie skończyłam z niespodziankami. Amanda jako przyjaciółka Patrici i Jake jako brat ,NA RAZIE. Dalej będzie jeszcze więcej zaskoczeń ^_^

      Usuń
    2. Uwielbiam niespodzianki, ale tylko jak są szybko realizowane. Rozdział jest cudowny . Podobają mi się twoje pomysły ! <3

      Usuń
  5. Superrr. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  6. Helołłłł <333
    Niestety ,ale jestem taka nieogarnięta i nie skomentowałam tamtego rozdziału . Wracając do tamtego chcę tylko napisać, że ,,Ja i tak mu nie wierzę '' :P Co do tego rozdziału jest genialny ,zarąbisty . Napisałabym więcej ,ale te głupie słońce świeci mi w oczy -,- /ja chcę śnieg ;(
    Czekam na next ! A i ten szablon super <33 Ten twój Rafikk (ja wolę Victorka ) .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyno wiem że masz pewnie dużo nauki ale przestań mnie katować i wstaw nexta!!!
    Z nudów zaczełam czytać komentarze pod rozdziałami innych blogerek X-O

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdzial!!! Wstaw juz nexta bo nie wytrzymam! /Gadula

    OdpowiedzUsuń
  9. prawie sie popłakałam przy tym dla mnie nie jesteś... I tak dalej super ja nie spamuje

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."