♥ Rozdział 69 cz.1 "Nie sapcie jak psy!" ♥

**Patricia**

Następny dzień ,był jak każdy inni. Zaczął się nudno. Przeciętne śniadanie ,później obiad. Po tym wszyscy zebrali się w salonie i zabijali czas zajmując się różnymi rzeczami. 
Ja siedziałam na kanapie i patrzyłam jak śnieg prószy za oknem.  Nie wiadomo skąd obok mnie pojawił się Eddie. Zerknęłam na niego spod łba. Patrzył na mnie z szerokim uśmiechem na ustach.
- Masz ochotę trochę się pobawić? - Zapytał ,gdy stwierdził ,że ja wcale nie mam zamiaru odezwać się jako pierwsza. Szczerze to nawet nie wiedziałam co powiedzieć.  Widzieliśmy się i spędzaliśmy razem czas codziennie ,więc w sumie tematy ,na które moglibyśmy rozmawiać już się skończyły.
- To zależy w co.-Odparłam dopiero po chwili.
- Chodźmy na zewnątrz i po udajmy małe dzieci. - Zaproponował. Spojrzałam na niego zdziwiona ,zastanawiając się czy czasem ,aby przypadkiem nie uderzył się dziś w głowie.
- Yyy... Dobrze się czujesz kotku? 
- Jak najbardziej...mam tylko ochotę ulepić z tobą bałwana i porzucać cię śnieżkami ,kochanie. - Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek. 
- Nie mów do mnie kochanie. - Warknęłam. Ciągle nie lubiłam zdrobnień jakich używał. Zbliżył się do mnie.. Jego oddech muskał moje policzki. 
- Zmuś mnie do tego...kochanie.
- Eddie, proszę... - Westchnęłam ,jednak wiedziałam ,że im więcej będę pokazywać swoją niechęć ,gdy nazywa mnie tak ,a nie inaczej tym bardziej nie przestanie tego robić. -  Niech będzie, ulepmy tego bałwana. 
Uśmiech na jego twarzy stał się jeszcze większy. Odsłonił szereg białych zębów ,a w jego brązowych oczach dopatrzyłam się ,że był podekscytowany. Jak małe dziecko ,pomyślałam.
- No to na co czekamy? Chodź!- Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do holu. - Ale najpierw ciepło się ubierz. - Poradził. Skinęłam głową i pomaszerowałam na górę.Ubrałam się w cieplejsze rzeczy i założyłam czarną kurtkę, rękawiczki, czapkę i brązowe botki. Zanim wyszłam z pokoju zawahałam się. Nie znosiłam śniegu. Nie wiem dlaczego ,ale po prostu nie był dla mnie miłą rzeczą ,nie rozumiałam więc dlaczego zgodziłam się na propozycję blondyna.
Eddie już na mnie czekał ,kiedy zeszłam po schodach.
- Więc ,kochanie. Jesteś gotowa na zabawę? - Spytał unosząc brwi. Uśmiech ani na sekundę nie schodził mu z twarzy.
 - Jestem? A tak jestem. Chodźmy i nie mów do mnie kochanie. To denerwujące.
- Okay ,no to kotek albo skarbie. - Stwierdził.
- Niech ci będzie. - W końcu się poddałam ,wiedziałam ,że tak czy inaczej mi nie odpuści. -  Nazywaj mnie jak chcesz, ale nie przy ludziach. - Zastrzegłam.
- Będę cię nazywał jak chcę i kiedy chcę. - Wytknął na mnie język śmiejąc się. Zmarszczyłam czoło i już chciałam mu coś powiedzieć ,jednak przemilczałam. Odezwałam się dopiero ,kiedy byliśmy już na zewnątrz.
- Rób ze mną co chcesz... Tylko mnie nie zabijaj! 
Spojrzał na mnie zdziwiony i roześmiał się.
- Haha ,nie zabiję miłości mojego życia ,Gaduło.
- Fajnie... Serio jestem miłością twojego życia? - Przyznaję ,że często mówił ,że mnie kocha ,ale jeszcze nigdy nie ujął tego w ten sposób.
- Oczywiście ,już ci mówiłem ,że nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak ty. - Odpowiedział ,zbierając śnieg w ręce.
- Co ty robisz? - Zapytałam cofając się kawałek. Po co w ogóle pytałam? Przecież doskonale znałam odpowiedź na to pytanie. 
- Wojna na śnieżki! - Ogłosił i rzucił we mnie śniegiem.
- Ej! - Krzyknęłam i zrobiłam to samo. - Mieliśmy robić bałwana!
- I rzucać się śnieżkami. - Przypomniał znów wymierzając we mnie śniegiem.
- Eddie będziemy chorzy...
- Obiecuję ci kochanie ,że jeżeli zachorujesz to się tobą zajmę. - Zapewnił. Zrobiło mi się jakoś tak ciepło na sercu.
- Jesteś czasem jakby to Amber powiedziała... słodki.
Uśmiechnął się.
- Dziękuję.
- Nie bez powodu masz na nazwisko Sweet... znaczy Miller.
- To na prawdę miłe ,co mówisz Gaduło. Chyba jedna z milszych rzeczy jakie mi kiedykolwiek powiedziałaś
- To ja. Twoja nowa ulepszona dziewczyna...chyba, że wolisz ta starą.
- Bądź jaka chcesz. - Powiedział.- Tak długo dopóki będzie ci na mnie zależeć będę tolerował każde twoje zachowanie.
- Ooo to takie chore ,a zarazem takie romantyczne... -Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co tak na prawdę powiedziałam. - Ratunku Eddie pomocy! Pomóż mi.
- Musisz ochłonąć. - Stwierdził i po raz kolejny dostałam ze śnieżki.
- Dzięki. Ja nie chcę być jak Amber. Muszę być twoją wredną Gadułą.
Podszedł do mnie.
- Moją wredną Gadułą. - Powtórzył z uśmiechem i mnie pocałował.
Odwzajemniłam pocałunek. Całowaliśmy się długo i namiętnie. Z czasem Eddiego Trochę podniosło. Zaczął rozpinać moją kurtkę. Oderwałam się od niego i trzepnęłam go w ramię.
- Opanuj się! To miejsce publiczne Eddie!
- Przepraszam. - Odparł drapiąc się po głowie zakłopotany. - Ja się lepiej odsunę. - Stwierdził i zaczął się cofać.
- Nie musisz ,ale się ogarnij ,dobrze?
- Spróbuje. - Obiecał siadając na śniegu.
- Robimy tego bałwana? Nawet nie zabrałeś marchewki.
Posłał mi jeden z tych jego uwodzicielskich uśmiechów i sięgnął do tylnej kieszeni.
- Mówisz o tym, kochanie? - Zapytał pokazując mi pomarańczowe warzywo. Zdziwiłam się. Zabrakło mi argumentów by zaprzestać lepieniu bałwana ,więc postanowiłam po prostu powiedzieć prawdę.
- Ale tak szczerze to i tak mi się nie chce. - Westchnął ,więc zasugerowałam inny spodób na spędzenie czasu. - Chodźmy na spacer?...Albo nie! Do pokoju? - Sama nie wiem dlaczego zaproponowałam właśnie to. Musiało to brzmieć co najmniej głupio.
- Dobrze kochanie, chodźmy gdzie chcesz. - Odparł znów rzucając we mnie śniegiem.
- Ej! - Wrzasnęłam zirytowana. -  Ja ci tu proponuję zaspokojenie twojego "pragnienia", a ty mi takie cyrki odstawiasz? Nie ładnie. Grabisz se Edziu, grabisz se...

- Jakiego pragnienia? - Udawał idiotę  - Ze mną wszystko w porządku. 
- Ja ci proponuję zaspokojenie twoich potrzeb, Eddie. - Sprostowałam czując ,że się zaraz spalę się ze wstydu. 
- Zdaje sobie z tego sprawę.
- Chcesz?

Wstał i podszedł do mnie śmiejąc się.
- Nie, bo chce żebyś wiedziała że nie jestem z tobą po to, żeby zaspokajać swoje potrzeby. - Na mojej twarzy pojawił się uśmiech ,właśnie taką odpowiedź chciałam usłyszeć ,co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym ,że ja również mam na to ochotę.
- A co jeśli ja chcę się z tobą przespać? 

Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
- Bardzo zabawne kotku... - Wciąż mnie brał mnie na poważnie ,ale w sumie co się dziwić? Nie znam dziewczyny ,która sama prosiłaby o coś takiego swojego chłopaka. - Idziemy na ten spacer?
- Nie! Idziemy do pokoju!
- Coś mi się wydaje, że nie mówisz poważnie.
- Mówię bardzo poważnie. Ja chcę, a ty?
- Nie dziś Pat.
- Sam chciałeś! - Przypomniałam. - Ja też chcę! Dzisiaj nic nie ma. Ja chcę!

- Ty napalona złośnico. - Zaśmiał się.
- Tak! Dzisiaj jestem napalona. Co z tego?! No proszę...
Zaniemówił. Nie wiedział co powiedzieć,  było mi to na rękę. 
Pocałowałam go prosto w usta. Odwzajemnił mój gest.  Całowaliśmy się długo ,z czasem pocałunki stawały się również najmętniejsze. Po chwili Eddie wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Na szczęście nikogo tam nie było. Postawił mnie na podłodze i  nie przerywając pocałunków przekręcił klucz w drzwiach.
Położył ręce na moich policzkach. Nie wyglądało to tak ,jakby miał zamiar posunąć się dalej ,więc to ja jako pierwsza zaczęłam go rozbierać. Zdecydowanymi ruchami rozpięłam jego kurtkę i zrzuciłam ją z niego. Bezgłośnie opadła na podłogę. To samo zrobiłam z jego bluzą i koszulką. Teraz już wiedział ,że mu nie odpuszczę więc sam pozbawił mnie mojej kurtki i położył ręce na moich biodrach. Oderwał się od moich ust i przeniósł pocałunki na moją szyję.  Po chwili ściągnął mi bluzkę i spódniczkę. Zostałam w samej bieliźnie. Zdjęłam mu spodnie. Potem nawzajem pozbyliśmy się reszty. Eddie podszedł do swojej szuflady i wyciągnął z niej prezerwatywę, po czym ją założył.Wrócił do mnie i znowu zaczął mnie całować. Opadliśmy na łóżko. Jak zwykle Eddie leżał na mnie, a ja pod nim. Było nam tak przyjemnie...
- O matko ,ludzie! Nie sapcie jak psy! - Krzyknął ktoś i bardzo dobrze wiedziałam kto to. Oderwałam się od Eddiego i przykryłam się kołdrą. - Obudziliście mnie! - Pożalił się Rafael ,ale ani śladu żalu nie wychwyciłam w jego głosie. Tylko rozbawienie i arogancję. - Tak na marginesie Eddie ,jestem Rafael. - Przywitał się z moim chłopakiem. Jedno wiedziałam na pewno ,zabiję go.
 Eddie otworzył szeroko oczy i usta. Było mi wstyd za tego idiotę. Nie może się powstrzymać od podglądania nas w trakcie...robienia czegoś?! 
- Ty zboczeńcu! Won! - Krzyknęłam zbulwersowana. Miałam ochotę podejść do niego i wypchnąć go za drzwi. 
- Ty go znasz?! - Zapytał Eddie niemal wrzeszcząc.
- Tak! To Rafael Wayland. Jest moim takim jakby... aniołem stróżem i zawsze jest gdzie ja. Chroni mnie od urodzenia. Niestety czyta mi też w myślach. - Wyjaśniłam próbując się uspokoić. 
- Tobie Edziu też czytam. - Odezwał się wspomniany. - Dlaczego nie powiedziałeś swojej dziewczynie ,że jesteś chory ,co?
Nie rozumiałam o co chodzi? Na co mógł być chory? Co przede mną ukrywał?
- Eddie? O czym on mówi? Masz HIV?! - Potok słów wypłynął z moich ust zanim jeszcze zdążyłam je przeanalizować. 
Miller westchnął.
- Nie ,nie mam HIV. Coś gorszego. - Spojrzał na Rafaela i nagle wybuchł. - To nie twoja sprawa! Wynoś się stąd!
- Eddie on cię już widział nago. Ja się o tym nie dawno dowiedziałam. Nie panikuj... - Próbowałam się uspokoić ,ale nic to nie dawało. Co gorsza wszystko zaczęło się sypać. Co może być gorszego od HIV? -  Na co jesteś chory?!
- Mam białaczkę - Wyznał.

CDN...

Miał być zboczony ,a wyszedł tak tylko w połowie. Pisałam go z Patricią - Williamson - Miller ,podobnie jak drugą część ,która pojawi się nie długo. Tak czy inaczej przepraszam was jeżeli przesadziłyśmy trochę z erotyczną sceną w tym rozdziale. Hahaha ,ciągle mnie ona śmieszy.  Jutro ,no w sumie to dzisiaj LOL ,będę aktualizować playlistę  i możliwe ,że odpowiem również na pytania do postaci ,bo na prawdę mam jeszcze tydzień wolnego i nie mam co robić.
Druga część będzie na pewno jeszcze w tym tygodniu. 


Kocchaaamm wasss :******

Patricia Miller

18 komentarzy:

  1. Eddie chory na białaczkę?!! On musi wyzdrowieć!! Poza tym super rozdzial. Dawaj szybko następną cześć bo nie będę mogła przez ciebie spać ;)) / Wiki

    OdpowiedzUsuń
  2. ;D Nie mogę przestać się śmiać z Rafaela :D Ale Eddie chory na białaczkę?! Ja Cie chyba za to zabiję /Tifi

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh ! To jest zajebiaszcze!!!!! Kocham dawaj nexta!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Eddie chory? :c Co za wredny RAFIK I ON JEST KURWA PSEM BO MA PSIE IMIĘ . :D

    OdpowiedzUsuń
  5. 4 SEZON TDA jesli kochacie to złóżcie petycje o to link : http://www.change.org/petitions/nickelodeon-please-renew-house-of-anubis-for-a-season-4-2

    OdpowiedzUsuń
  6. nie no nie mogę z rafaela EDDIE jest CHORY NA BIAŁECZKE może to jeszcze nie potwierdzone i nie jest chory ??????????/ hmmmmmmm świetny rozdział wstawiaj next

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże nie mogę się doczekać dwójki . Nareszcie wiemy, na co Eddie jest chory . To takie smutne, choć nie wiem co to jest ... :P /Rebecka

    OdpowiedzUsuń
  8. Hhahhaahhah -to pierwsze słowo gdy czytałam rozdział .
    Białaczka- to drugie smutne słowo
    LOL-Gdy czytałam twoje słowa pod rozdziałem i TO lol . Madzia zaczęła smutać .
    Ogólnie rozdział superaśny . Aczkolwiek wat!!?? (błąd specjalny :pp) on ... ma białaczkę .
    Madzia zszokowana ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Usmialam sie przy tej scenie z Peddie :-D Jak Eddie chory? I to na bialaczke!!! On musi wyzdrowiec!!! Rozdzial ogolnie genialny<3 czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlaczego Eddie jest chory? :( Zauważam, że związek peddie jest coraz bardziej poważny ;d Czekam na next!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaaa!!! Nexciora moc!!! xD wariuje od tego czekania na rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  12. super ale dlaczego Edison jest chory

    OdpowiedzUsuń
  13. Urgh..... Nexta nexta nexta nexta!!!!!!!!! Plissss

    OdpowiedzUsuń
  14. Musisz dodac dzisiaj nexta jak najszybciej bi mial sie pojaiwc w tym tygodniu a dzis niedziela ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie ja tez nie mogę się doczekac i mialo byc ostatecznie do dzisiaj

      Usuń
  15. Ja tu czekam ja tu czekam i się ... doczekam /nie doczekam ??

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."