♥ Rozdział 70 "Ho ho ho ,wesołych świąt." ♥

24 grudnia. Dla siedemnastoletniej Patrici powinien być dniem radości ,spędzony z przyjaciółmi na ozdabianiu choinki w przeróżniejsze ozdoby świąteczne, a wieczorem na jedzeniu uroczystej kolacji. Zamiast tego był dla niej kolejnym nudnym dniem, przeciętnym dniem. Może gdyby nie fakt ,że wczoraj dowiedziała się o chorobie swojego chłopaka ,teraz byłaby w o wiele lepszym humorze. Siedziała na środku łóżka opierając podbródek na kolanach. W rękach trzymała zeszyt i długopis ,które kilka chwil temu dostała od Rafaela. Miała narysować lub opisać na kartce to co teraz czuje. Blondyn myślał ,że to pomoże jej znieść myśl ,że za parę miesięcy ,tygodni czy nawet dni może stracić ukochanego ,już teraz na zawsze.
- Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedział? - Zapytała przerywając nurtującą ciszę. Spojrzała w mrok pokoju ,z którego wyłonił się wysoki chłopak. Przez cały czas tkwił w ciemnym kącie jakby się przed czymś ukrywał. Stanął przy oknie składając ręce na piersi i westchnął ciężko.
- Nie chciał ,żebyś się martwiła. - Jego ton głosu zawsze arogancki i złośliwy ,teraz przepełniony był zrozumieniem i współczuciem. Nie żałował ,że zdradził dziewczynie sekret Eddiego ,ale martwił się o to jak to dalej zniesie. Nie chciał powtórki z tego co było wcześniej ,nie chciał ,żeby znów wylądowała w zakładzie psychiatrycznym. Wpatrywał się w pogodę za oknem. Wszędzie gdzie by nie spojrzał było biało ,a mimo tego śnieg wciąż prószył ,tworząc na wszystkim lodową ,zimną pokrywę. Rozbawienie pojawiło się na jego twarzy ,gdy zauważył dwie sylwetki rzucające się śnieżkami pod domem ,jak małe dzieci. To był Alfie i Jerome. Słyszał ich myśli. Oboje chcieli teraz wygrać tą bitwę i cała ich uwaga była skupiona tylko i wyłącznie na tym. Słyszał również myśli Patrici ,których nie potrafił zrozumieć Masa rzeczy wypowiadanych na raz w jej głowię tworzyła jeden kompletnie niezrozumiały ciąg. Mógł jedynie stwierdzić ,ze w jej sercu narasta panika ,a po chwili usłyszał jak zeszyt i długopis uderzają o ścianę i spadają bezwładnie na podłogę. Kątem oka spojrzał na Pat. Przez chwilę wpatrywała się w rzucone przedmioty ,a potem schowała twarz w dłoniach. Rafael westchnął i usiadł obok niej. Prawą ręką pogładził ją po ramieniu.
- Patty ,no nie możesz się tak zachowywać. - Powiedział. - Spróbuj się tym nie przejmować. - Popatrzyła na niego jak na idiotę ,nie musiała się odzywać ,by wiedział ,że te słowa nie wystarczą ,by po prostu zapomniała o tym czego się dowiedziała i się tym nie przejmowała. - Proszę cię...Dla mnie...Dla Eddiego? Na pewno nie chciałby ,żebyś się tym teraz zamartwiała. Są święta.
- Patricia chodź na śniadanie!!! - Dobiegł ich głos Trudy z kuchni.
Dziewczyna postanowiła zejść na dół,choć początkowo się wahała. Prawda jest taka,że buntowniczka nadal nie była do końca pewna,ale Rafael skutecznie ją przekonał.Schodziła po schodach, gdy usłyszała jakieś dziwne dźwięki.Zeszła do holu i kierowała się w stronę jadalni,ale coś na nią wpadło.Mało brakowało,a by się przewróciła. Na jej szczęście zdążyła odskoczyć na bok.
-Czy to był zamach na moje życie?-Spytała dosyć spokojnie,aż za spokojnie.
-Przepraszam Pat,nie zrobiłem tego specjalnie.-Usłyszała Nathana.
Dopiero w tej chwili zobaczyła,że rzecz,która na nią wpadła to drzewko świąteczne ,bardzo duże drzewo świąteczne.
-Yyyy, Nathan,po co ci taka ogromna choinka?- Zapytała szukając go wzrokiem w zielonych gałęziach.
-Czyż nie jest piękna?-Odpowiedział jej pytaniem na pytanie, zachwycony.
-To nie do końca odpowiedź na moje pytanie,ale choinka rzeczywiście jest ładna.-Stwierdziła.
-No widzisz.Wiedziałem,że się wam spodoba. -Odrzekł tylko dozorca i poszedł do swojego gabinetu,drzewko zostawiając w holu.
Dzięki Will'owi Patricia chwilowo zapomniała, o tym co jeszcze kilka minut temu ją dręczyło,teraz można powiedzieć,że miała nawet dobry humor.Zmieniło się to niestety w momencie,w którym weszła do jadalni.
Przy stole siedzieli już wszyscy ,niestety jedyne wolne miejsce było obok Eddiego. Zrezygnowała podreptała tam i usiadła nie posyłając mu ani jednego spojrzenia.
- Cześć. - Przywitał się z nią ,ona jednak zignorowała go po całej linii. - Proszę cię ,nie zachowuj się jak dziecko. - Powiedział wręcz błagalnym tonem. Spojrzała na niego chłodno i wzruszyła ramionami. Jej zachowanie nie uległo uwadze innym domownikom. Po chwili zaczęli zadawać pełno pytań ,które były bardzo uciążliwe dla Pat.

- To nie wasza sprawa! - Krzyknęła po chwili zirytowana i zabierając swój talerz ,który był praktycznie pusty poszła do kuchni. Nie przewidziała jednak ,że jej chłopak ,o ile nim jeszcze w ogóle był, pójdzie za nią.
-Czego chcesz?-Spytała kiedy zauważyła,że Eddie jest w pomieszczeniu.
-Musimy pogadać.-Odpowie​dział. Oparł się o blat i złożył ręce na piersi.
-Chyba nie mamy o czym skoro mi nie ufasz.-Stwierdzi​ła spoglądając na niego z pewnym dystansem.
-To nie tak,że Ci nie ufam,ja po prostu...-Zaczął​,ale Patricia nie dała mu dokończyć.
-Tak wiem.-Po tych słowach szybko wyszła i udała się spowrotem do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i schowała twarz w czarną poduszkę. Jeżeli się rozpłacze ,nie będzie widać śladów tuszu na tym kolorze.
- Pat ,daj mu szansę. - Odezwał się Rafael ,materializując się obok niej.
- Ukrywał przede mną prawdę...Myślała​m ,że już przerobiliśmy ten rozdział ,nie powiedział mi o swoim ojcu i obiecywał ,że już nic przede mną nie ukryje ,a co zrobił?! Znów zataił prawdę! - Krzyknęła podnosząc głowę.
Westchnął.
- On nie chciał ,żebyś się martwiła. - Wayland po raz kolejny usiłował jej to wytłumaczyć ,ale ona i tak nie potrafiła tego zrozumieć. Ciągle uparcie obstawiała przy swoim.
-A kiedy zamierzał mi o tym powiedzieć? - Zapytała ,jednak po chwili się rozmyśliła. - Albo nie,nie chcę wiedzieć.
-Paaaat chodź tu natychmiast!-Dob​iegł ją donośny głos Nathana. Blondyn właśnie naciskał na klamkę ,by wejść do środka.
-Czego!? - Wrzasnęła.
-Ubieramy choinkę.-Powiedz​iał trochę przerażony. Wszedł właśnie do pokoju dziewczyny.
-To ubierzcie ją sami,ja nie mam ochoty.-Mruknęła​ z siłą kładąc głowę z powrotem na poduszkę ,by pokazać swoją niechęć.
-No weź,będzie fajnie!Obiecuję,​że tym razem choinka nie będzie Cię próbowała zabić.
- Nie! Głuchy jesteś? - Warknęła.
- Na odmowy ,zawsze jestem głuchy. - Odparł i podszedł do niej. Zanim się obejrzała, wisiała przewieszona przez jego ramię. - Puść mnie kretynie. - krzyknęła waląc pięściami w jego plecy.
- Nie. Głucha jesteś? -Odparował powtarzając to co przed chwilą zdarzyło jej się powiedzieć.
- Jesteś głupi. - Burknęła ,nie wiedząc co powiedzieć. Była na niego wściekła. Z wielką chęcią zdzieliłaby go po głowię ,jednak dobrze wiedziała ,że nie może tego zrobić.
-Nie obrażaj swojego dozorcy,bo mogę przestać być miły i Cię stąd wyrzucić.-Zagroz​ił.
-Hmm...spoko-Odp​owiedziała po chwili namysłu.
- Myślałem,że jak ci pogrożę przestaniesz się stawiać,ale jak widać nie pomogło.- Westchn​ął Nathan. Nie poznał jej jeszcze na tyle dobrze ,by wiedzieć ,że jest i zawsze była uparta jak osioł.
-Ale serio puść mnie.-Zaczęła go błagać, ale nic nie zdziałała, bo byli już na dole.
- Przyniosłem nam pomocnice! - Oznajmił Will stawiając ją na ziemi.
- Przynajmniej mamy czubek na choinkę. - Stwierdził Jerome z głupkowatym śmiechem.
- Mówisz o sobie? - Spytała go Patricia ,nie dając się zmanipulować. Wiedziała ,że została obrażona ,lecz starała się to zignorować.
- Nie ,jak najbardziej o tobie. - Odparł.
Williamson prychnęła i składając ręce na piersi usiadła na kanapie. Nie miała zamiaru nawet kiwnąć palcem. Ze znudzonym spojrzeniem przyglądała się jak Amber , Nathan i Mara siłują się wy założyć czubek i światełka. Reszta zajmowała się zakładaniem bombek i łańcuchów.

 
Kiedy skończyli dochodziła piętnasta. Na dworze już robiło się szaro. Nathan jednak nie pozwolił nikomu opuścić salonu.
- Teraz powiesimy jemiołę.- Ogłosił z uśmiechem. - To kto ją ze mną powiesi? - Zapytał i powiódł wzrokiem po twarzach zebranych ,a te zatrzymały się Patrici. - Trixie?
Brunetka pokręciła głową.
- Nie ma mowy ,nie mam zamiaru się z tobą całować.
Westchnął i spojrzał na Marę.
- A ty Maro? - Wiedział ,że Jaffrey mu nie odmówi. Na jej twarzy pojawiło się zakłopotanie. Nie wiedziała co powiedzieć ,więc tylko przytaknęła.
Wszyscy ulotnili się z salonu. Tylko Patricia ,Nathan i Mara zostali. Williamson przyglądała się podenerwowaniu Mary. Wiedziała ,że dozorca bardzo jej się podoba ,pomimo tych paru lat różnicy pomiędzy nimi. Brunetka weszła na drabinkę przy wejściu do salonu ,a Nathan ją asekurował. Podtrzymywał ją za biodra ,a jej aż gorąco się robiło od jej dotyku. Po kilku próbach w końcu udało jej się zawiesić roślinkę i pośpiesznie zeszła z drabiny.  Już chcieli odchodzić ,ale nie obyło się od komentarza Patrici:
- A ty gdzie? Jesteście razem pod jemiołą. Dalej dajcie sobie po buziaku.
Oboje spojrzeli na siebie ukradkiem. Nathan lekko zbliżył się do Mary i lekko pocałował ją w policzek. Dziewczyna nie zdołała ukryć rumieńca ,który pojawił się na jej twarzy.
- Ej ,ale co to jest? - Wtrąciła się Patricia. - Normalny pocałunek!
Nathan wywrócił oczami. Powoli zaczynał żałować ,że poprosił kogokolwiek o pomoc w zakładaniu jemioły. Mara jednak niepewnie stanęła na palcach i lekko cmoknęła mężczyznę ,po czym wyszła z salonu szybkim krokiem.
 
- Weź się już nie gniewaj. - Eddie wparował do pokoju Patrici niespodziewanie. Brunetka wzdrygnęła się i posłała mu mordercze spojrzenie.
- Weź mnie nie strasz.
- Sorka. - Usiadł obok niej i spojrzał na nią błagalnie. -To jak? Przeszło już ci?
Wzruszyła ramionami wpatrując się w skomplikowany wzór na swojej pościeli.
- Posłuchaj. - Zaczął widząc ,że ona i tak nie ma zamiaru się odezwać. - Chcesz się na mnie gniewać do końca mojego życia ,tak?
- Tego nie powiedziałam. - Mruknęła.  - Po prostu nie potrafię pogodzić się z faktem ,że mogę cię stracić.
- I z tego powodu się wściekasz? - Zmarszczył czoło ,starając się zrozumieć jej logikę. Nie za bardzo mu to jednak wychodziło.
- Chyba właśnie o to. - Szepnęła z nadzieją ,że nie usłyszy. Przeliczyła się jednak.
Chłopak parsknął śmiechem.
- Serio?
- Nie możesz ,nie wiem...Poddać się jakiejś operacji? Czy brać jakieś leki?- Zapytała.
Westchnął i pokręcił głową.
- Nawet jeśli ,byłoby na to lekarstwo i tak bym tego nie chciał.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. Zapadła cisza. Żadne z nich nie wiedziało jak podtrzymać rozmowę ,więc siedzieli w ciszy.


Wybiła 7 ,a gospodyni zawołała wszystkich na długo wyczekiwaną kolację wigilijną. Przybiegli biegiem do stołu ,wypełnionego różnymi potrawami i usiedli na krzesłach.
- A gdzie jest Nathan? - Zainteresował się Jerome ,patrząc z obrzydzeniem na Alfiego ,który już usiłował sobie wepchnąć do buzi wielkiego pieroga. 
- Powinien zaraz do nas dołączyć. - Odpowiedziała mu Trudy.  Tak jak powiedziała ,po kilku minutach Nathan wszedł do jadalni przebrany za świętego Mikołaja. Przyklejona biała broda i obcisły kostium wywołały u mieszańców domu Anubisa wybuch śmiechu.
- Ho ,ho ,ho wesołych świąt. - Zawołał.

Więc ,przepraszam was ,że tak długo nie było rozdziału (ten miał być pod koniec 2013...) ,ale niestety znów mam problemy z kompem plus prawie cały rozdział mi się usunął. Wszystko co napisałam z Wyraźnie inną (trochę tego było ,kawałek został) i Patricią Williamson Miller (niestety wszystko z tego co pisałyśmy się usunęło ;c)  Tak ,tak pisałam rozdział z dwoma osobami ,lecz niestety prawie nic z tego nie zostało. Nie wyszło mi odtwarzanie tego ,niestety. Jest o wiele inaczej niż miało być. Jednak ,mam nadzieję ,że tak czy inaczej wam się podoba.  ;)
Co do pytań do postaci to:
Zdecydowałam ,że wyczyszczę bloga ,bo tych odpowiedzi jest już zbyt dużo i w ogóle. Gubię się tam. Przepraszam też za to ,że usunę te pytania na które jeszcze nie odpowiedziałam ,ale chcę zacząć z czystą kartą. Ale proszę ,będę odpowiadać tylko na pytania, nie rzeczy typu "cześć" itp.

Papa ;*

Patricia Miller

15 komentarzy:

  1. nareszcie się doczekałam rozdziału już się nie mogę doczekać kolejnego<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny rozdział? Czeeekam! ;)

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  3. Extra!! Wybaczam dluga nieobecnosc! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, fenomenalnie napisany! Z niecieprliwością czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż by powiedzieć ... ?
    Może ty :
    KOCHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM !!!!!!!!!! <3 <3 <3 <3

    Boże ja chce nexta ! <3 /Rebecka

    OdpowiedzUsuń
  6. Super. Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Superr !!!
    Kiedy dodasz nexta? ;)) / Ola

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :)
    Szukam współałtorek na nowego bloga. Jesteś może zainteresowana? Albo znasz kogoś, kto jest??
    Więcej informacji na blogu fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."