One Shot - "Chcę cię z powrotem w moim życiu."

Spojrzałam na jaskrawe wskazówki zegara na drugim końcu pokoju. Wskazywały piętnaście po trzeciej rano. Westchnienie wydobyło się z moich ust. Tak było każdego dnia. Mój chłopak wychodził zanim jeszcze wróciłam z pracy i wracał pijany nad ranem ,a ja prawie wcale nie spałam. Położyłam się na kanapie w salonie ,przykrywając się aksamitnym kocykiem. Liczyłam, że chociaż na chwilę uda mi się przymknąć oko. Kiedy zapadałam w sen, głośny trzask drzwi skutecznie mnie z niego wybudził. Światło w salonie zapaliło się. Było tak jasne, że musiałam przetrzeć oczy wierzchem dłoni.
- Ja pierdole, czemu znów nie jesteś w łóżku? - Usłyszałam ostry głos blondyna zanim jeszcze go zobaczyłam. Chwiejnym krokiem wszedł do salonu ,po drodze opierając się o wszystko co możliwe. Usiadłam i oparłam obolałe plecy o poduszkę.
- Znów późno wróciłeś. - Westchnęłam. - I znów jesteś pijany.
Chłopak prychnął opierając ramię o framugę drzwi. Był bardzo pijany ,ale tym razem również wkurzony.
- Masz z tym jakiś kurwa problem? To moje życie! - Krzyknął ,przewracając lampę, która stała obok niego. Szkło roztrzaskało się na drobne kawałeczki. Wzdrygnęłam się ,mimo że byłam już do tego przyzwyczajona. Codziennie znosiłam jego wybuchy.
- Jestem jego częścią. - Odpowiedziałam, wiedząc że nie powinnam. Wiedziałam, że jeśli powiem coś wbrew niemu, znów wybuchnie. Zwłaszcza kiedy był pijany. No i tak się właśnie stało. To jaki wpływ miał na niego alkohol nie miało już znaczenia. Już wcale się nie chwiał, podchodząc do stołu tylko po to żeby zrzucić miskę z owocami i szklankę z sokiem na podłogę. Gula stanęła mi w żołądku. Czułam że nie mogę już tego znieść. Kochałam kogoś kto niszczył mi życie ,kogoś kto sam nie chciał być kochany.
Podczas gdy on zatracił się w swoim bezpodstawnym gniewie ,rozwalając wszystko co wpadło mu w ręce ,ja niezauważona podniosłam się i jednym susem znalazłam się w łazience. Przekręciłam zamek w drzwiach i oparłam się o nie plecami. Serce waliło mi jak oszalałe ,a moje nogi zaczęły się trząść. Osunęłam się na podłogę. Chciałam płakać ,ale łzy nie chciały płynąć. Może dlatego, że codzienny płacz je wykończył. Może nie dane było mi już płakać. Za drzwiami nadal słyszałam jak Eddie niszczy moje i pewnie też i swoje rzeczy. Przesuwając dłonią po miękkim dywaniku poczułam zimny przedmiot pod moją skórą. Podniosłam go i obejrzałam dokładnie. Kawałek przeźroczystego szła był dość ostry. Pewnie wpadł tutaj kiedy blondyn postanowił zbić lampę od swojej mamy. Przyglądając się kawałkowi szkła, moje myśli zaczęły przybierać coraz to bardziej desperackie wyjścia. Czy jeśli zrobiłabym coś sobie ,zaczęłoby mu w końcu zależeć? Czy zacząłby mnie kochać tak jak tego od dawna pragnęłam? Tak jak kochał mnie zanim zaczął mieć problemy? Zanim zdążyłam się powstrzymać ,ostry kawałek szkła przejechał po mojej delikatnej skórze ,a szkarłatna krew zaczęła spływać po moim nadgarstku. Bolało tylko trochę. Czułam...spokój. To było miłe uczucie. Już nie chodziło nawet o to, żeby mnie ocalił i znów zaczął kochać. Po prostu chciałam zniknąć. Chciałam, żeby już mnie tam nie było. Nawet jeśli Eddie znów zaczął myśleć racjonalnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze i ,że mnie kocha ,nigdy nie wybaczyłabym mu tego co przez tyle czasu robił mi psychicznie. Nigdy nie wybaczyłabym mu ,słów które tak często padały z jego ust ,i tego jak czasami jego dłoń złączała się z moim policzkiem w bardzo nieprzyjemny sposób. Kiedy otrząsnęłam się z tych wspomnień ,moje nadgarstki były pokryte kilkoma cięciami, a na podłodze przede mną tworzyła się mała czerwona kałuża. Moje ręce zaczęły drętwieć ,tworząc drogę do moich ramion ,a potem reszty mojego ciała ,a kiedy to nastąpiło ,zobaczyłam tylko ciemność.
Idąc chodnikiem przyglądałam się dokładnie znajomemu widokowi po obu stronach ulicy. Od mojej próby samobójstwa ,mimo iż miałam 21 lat ,rodzice wywieźli mnie na drugi koniec miasta i pierwszy raz od dwóch lat zmusiłam się przyjechać do miejsca ,które kiedyś było moim domem. Byłam im za to wdzięczna. Tak samo jak i za psychologa ,którego widywałam kilka razy w tygodniu. Wyleczył mnie z potępienia ,w które wpadłam po obudzeniu się w szpitalu.
Stanęłam przed moją ulubioną kawiarnią. Tęskniłam za tutejszą mrożoną kawą z bitą śmietaną. Kiedy weszłam do środka natychmiast poczułam zapach ciasta i kawy. Usiadłam przy stoliku i poczekałam na kelnerkę. Po kilku minutach podeszła do mnie. Zamówiłam mój ulubiony napój i zapłaciłam jej od razu. Wyjrzałam przez okno ,a potem rozejrzałam się po kawiarni.
- Patricio, o boże! Co ty tutaj robisz? Nie, że nie chcę żebyś tutaj była ,ale nie widziałam cię od długiego ,długiego czasu! - Znajoma twarz Faye pojawiła się przed moimi oczami. Zaczęłam żałować ,że tutaj przyszłam. Nie chciałam z nikim rozmawiać ,ani żeby ktoś mnie rozpoznał.
- Cześć Faye. - Odpowiedziałam krótko bez wdawania się w szczegóły. Przyjrzałam jej się dokładnie. Poza inną fryzurą ,wyglądała niemal tak samo. Jej włosy były o wiele dłuższe ,i teraz kręciły się na końcach. Kiedyś były proste.
- Co tam u ciebie? - Brunetka usiadła na przeciwko mnie. - Słyszałam o tym co się stało...Martwiłam się o ciebie. Nie odbierałaś ,nikt nie chciał mi powiedzieć ,czy wyszłaś z tego cało.
- Nie chcę do tego wracać Faye. Wszystko jest już w porządku. Nie ma sensu się nad tym więcej użalać. - Mój ton okazał się o wiele bardziej ostrzejszy niż chciałam.
Faye wyprostowała się i przez chwilę nic nie mówiłam. Zaczęłam się bać ,że może niechcący ją jakoś obraziłam.
- Jest dzisiaj impreza u Emily. Pamiętasz ją? Powinnaś wpaść. Jak za starych dobrych czasów. - Uśmiechnęła się.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - Westchnęłam. - Ja nie... - Urwałam. Chciałam powiedzieć ,że nie przyjechałam tutaj ,żeby odnawiać stare znajomości ,ale to było oczywiste ,że tak się stanie. To było małe miasto. Poza tym ,co było złego w jednej imprezie ,z dziewczynami ,które kiedyś były moimi przyjaciółkami? - No, dobra.
- Super!- Pisnęła i wstając pociągnęła mnie za rękę na zewnątrz. Musiałam zapomnieć o mojej kawie.
- Dokąd idziemy? - Zapytałam starając się dotrzymać jej kroku. Kiedyś tak szybko mnie chodziła.
- Do Emily. Impreza zaczyna się za pół godziny.
Mimo ,że dotarłyśmy tam przed czasem ,dom Emily wypełniała już masa ludzi. Kilka twarzy było znajomych ,ale większości albo nie znałam ,albo po prostu nie pamiętałam.
- Patricio! - Usłyszałam ,a po chwili Emily uwiesiła mi się na szyi. - Gdzieś ty była!? Faye skąd ją wytrzasnęłaś?
- Spotkałyśmy się w kawiarni. - Brunetka uśmiechnęła się do Emily. Po woli wysunęłam się z jej uścisku.
- Miło cię widzieć. - Stwierdziłam ,mimo ,że wcale tak się nie czułam. Z jakiegoś powodu byłam zdenerwowana.
- Co u ciebie? Od momentu kiedy...- Zaczęła mówić ,ale jej przerwałam.
- Proszę nie wracaj do tego, to już nie ma znaczenia.
Zamknęła usta i skinęła głową.
- Napoje i przekąski są w kuchni. Rozgość się. - Powiedziała. Skinęłam głową i zostawiając je w tyle skierowałam się do kuchni. Chciałam się czegoś napić. W końcu Faye nie pozwoliła mi wypić mojej kawy.
Dom Emily wyglądał tak samo jak pamiętałam. Poza kilkoma drobiazgami ,takimi jak nowe figurki na półce ,nic się nie zmieniło. Bywałam tu kiedyś tak często ,że nawet takie małe różnice wpadały mi teraz w oko. Weszłam do kuchni. Blaty po obu stronach pomieszczenia były zapełnione jedzeniem i różnymi napojami. Zza pleców chłopaka ,który stał przede mną zauważyłam ,że nalewa sobie czerwoną oranżadę. W sumie też miałam na nią ochotę.
- Przepraszam. - Odchrząknęłam. - Mógłbyś też mi jej nalać?
Chłopak spojrzał na mnie przez ramie. Poczułam się tak jakby ziemia pod moimi nogami zaczęła się zapadać. Zapragnęłam ,żeby stąd zniknąć. Jego oczy wykazały znak rozpoznania i odwrócił się do mnie całym ciałem. Był ubrany w ciemne wytarte dżinsy ,i czarną koszulę rozpiętą do połowy. Na jego odkrytym torsie odbijał się srebrny wojskowy naszyjnik ,który pamiętam ,że zawsze miał na sobie. Jego włosy miały ciepły odcień blondu ,nieco jaśniejszy niż pamiętałam. Oczy były mleczno czekoladowe ,a usta...pełne i gładkie. Przełknęłam ślinę. Prawie nic się nie zmienił.
- Eddie. - Było to bardziej stwierdzenie ,niż przywitanie. Postarałam się uśmiechnąć ,ale wyszedł mi z tego jakiś grymas. - Cześć.
- Patricia. - Odpowiedział z westchnieniem ,unikając mojego spojrzenia. Nie chciałam rozmawiać z nim dłużej niż to było koniecznie. Wiedziałam ,że istniało ryzyko spotkania go ,ale miałam nadzieję ,że uda mi się tego uniknąć. - Wszystko u ciebie w porządku? - Zapytał powoli.
- Tak w porządku jak to tylko możliwe ,po tym co się stało. Tak. - Moja odpowiedź wyleciała z moich ust zanim zdążyłam ją zatrzymać. Nie chciałam mu niczego wypominać. W niczym to by nie pomogło. Przywiałoby tylko nie miłe wspomnienia sprzed dwóch lat ,które i tak już teraz zaczęły wypełniać moją głowę. Przestąpiłam z nogi na nogę. - A u ciebie? - Postarałam się o nieco łagodniejszy ton.
- W porządku. - Odpowiedział rozglądając się po pomieszczeniu ,jakby szukał pretekstu ,żeby skończyć ze mną rozmowę. Przesunęłam się schodząc mu z drogi i podeszłam do blatu nalać sobie oranżady. Dopiero po chwili zorientowałam się ,że nie odpowiedziałam na to co powiedział ,ale kiedy odwróciłam się w jego stronę kuchnia była pusta. Nie wiedziałam co miałam o tym myśleć. Z jednej strony cieszyłam się ,że blondyn postanowił nie robić tej rozmowy jeszcze bardziej niezręcznej i ją zakończył ,ale z drugiej strony liczyłam na coś więcej z jego strony. Choćby żałosne "przepraszam" ,które uważałam ,że był mi winien.
Zanim zdążyłam o tym pomyśleć ,podjęłam szybką decyzję ,żeby za nim iść. W wejściu do kuchni wpadłam na Faye.
- Tutaj jesteś! - Wykrzyknęła wyraźnie z ulgą. - Szukałam cię. Długo szykowałaś sobie picie.
- Sorki. - Wymamrotałam starając się dostrzec blondyna znad jej ramienia. - Widziałaś może Eddiego? - Zapytałam niewinnie.
- Eddiego?! - Wrzasnęła. - Zwariowałaś? - Zapytała chwytając mnie za ramie i prowadząc na kanapę w salonie. - Po tym co ci zrobił go szukasz?
- Widziałam go w kuchni. - Przyznałam. - Chciałam z nim tylko porozmawiać. Nic w tym złego. - Wzruszyłam ramionami podnosząc się.
- Nie widziałam go. - Odpowiedziała krótko odwracając wzrok. Nie potrafiłam powiedzieć czy mówiła prawdę ,ale postanowiłam na nią nie naciskać. Jeśli skłamała to miała swoje powody. Chodź by takie jak uprzedzenie do blondyna po tym co stało się dwa lata temu.
Rozglądając się uważnie po pomieszczeniu ,starałam się znaleźć znajomą blond czuprynę w tłumie ludzi. Prawda była taka ,że od momentu ,kiedy obudziłam się w szpitalu dwa lata temu ,nie potrafiłam posłać tego co się stało w zapomnienie. Chciałam wyjaśnienia ,przeprosin ,czegokolwiek ,co tylko on mógł mi dać ,żebym mogła w końcu ruszyć z moim życiem do przodu i zostawić to co się stało w tyle.
Wbiegając do góry po schodach niemal na niego nie wpadłam. Stał na szczycie z kimś kogo rozpoznałam jako Jake'a McCourtney'a - jego najlepszego przyjaciela ,ale nie kłopotałam się z tym ,żeby się z nim przywitać.
- Musimy pogadać. - Powiedziałam na jednym wydechu kiedy oboje spojrzeli na mnie. Przeszłam obok niego i weszłam do pokoju Emily mając nadzieję ,że jest pusty. Rozejrzałam się po wnętrzu. Wyglądał tak samo jak go pamiętałam. Ściany nadal miały kolor zielony ,a wszystkie meble idealnie wpasowywały się z odcieniami czarnego i białego.
- O czym chcesz rozmawiać? - Głos blondyna wyrwał mnie z zamyślenia i podskakując odwróciłam się w jego stronę.
Zamknął drzwi i oparł się o nie. Nagle poczułam się tak jakby powietrze uciekło z pokoju ,a ściany zaczęły się przybliżać. Ostatni raz ,kiedy byłam z nim sam na sam ,niezbyt dobrze się to skończyło.
- Dobrze wiesz. - Odpowiedziałam niemal szeptem patrząc na wszystko oprócz niego. Chciałam ,żeby to znajome otoczenie jakoś wsparło mnie na duchu. Nie chciałam się czuć tak jakbym była w niebezpieczeństwie.
 -Wolałbym nie wracać do przeszłości. - Stwierdził podchodząc do okna. Obserwowałam uważnie każdy jego krok. Zauważyłam też ,że zaciskał zęby ,co w jego wypadku znaczyło ,że jest zestresowany.
- Przeszłości? - Prychnęłam. - Może dwa lata ,wystarczy dla ciebie ,żeby postawić coś jako "przeszłość" ,ale dla mnie nie, biorąc pod uwagę to ,że prawie przez ciebie odebrałam sobie życie! - Krzyknęłam rzucając w nim lampką Emily ,którą miałam pod ręką. Dopiero po chwili zorientowałam się ,co zrobiłam ,kiedy szkło rozbiło się o ścianę ,kilka metrów przed blondynem. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Myślę ,że musisz się uspokoić. - Powiedział powoli ,robiąc kilka ostrożnych kroków w moim kierunku.
- Zamknij się ,nienawidzę cię! - Wiedziałam ,że straciłam nad sobą kontrolę ,ale nie obchodziło mnie to ,ani to ,żeby spróbować się uspokoić. Zasłużył na to ,żeby wiedzieć jak się czułam. Zasłużył na to wszystko. Zanim się zorientowałam ,kilka przedmiotów z szafki obok mnie leciało już w kierunku blondyna. Odsunął się z miejsca ,w którym stał pozwalając im rozbić się o ścianę.
- Nie ranisz mnie tylko Emily. - Powiedział ,ale nie słuchając go podniosłam kolejny przedmiot. Podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstki. - Słyszysz?! - Podniósł głos. - To rzeczy Emily nie moje. Ona będzie cierpieć nie ja. Przestań. - Upuściłam przedmiot na podłogę ,krzywiąc się na siłę z jaką blondyn trzymał moje nadgarstki, Chłopak zauważył to i poluźnił uścisk. Wyrwałam mu się i zaczęłam walić pięściami w jego klatkę piersiową.
- To wszystko twoja wina! Zniszczyłeś mi życie ,a ja cię kochałam ! - Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Blondyn zamknął mnie w żelaznym uścisku ,kiedy tylko moje dłonie spowolniły tempo ,w którym go uderzały. Próbowałam się wyrwać ,ale siła i złość jakie nagle się we mnie pojawiły ,zaczęły już znikać ,pozostawiając tylko smutek i łzy. Moja głowa opadła bezwładnie na jego tors. Zamknęłam oczy próbując się uspokoić.
- Wiem ,że to moja wina. - Westchnął opierając podbródek na czubku mojej głowy. - To i tak nic już nie zmieni ,ale przepraszam... - Odsunęłam się od niego ,żeby spojrzeć mu w twarz. Uśmiechnął się lekko ,ale ten uśmiech nie dosięgnął jego oczu. - Naprawdę mi przykro.
Podniosłam ręce i oplotłam nimi jego szyję ,przyciągając go bliżej siebie ,żeby mnie przytulił. Schowałam twarz na jego ramieniu ,nadal łkając cicho. Blondyn objął mnie i nie odzywając się już ,dał mi tyle czasu ile potrzebowałam ,żeby się uspokoić.

- Chcę cię z powrotem w moim życiu. - Powiedział blondyn bawiąc się skrawkiem swojej koszuli. Siedzieliśmy oparci o ścianę w pokoju Emily. Żadne z nas nie chciało wracać na jej imprezę.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Możesz mieć mnie z powrotem ,ale tylko jako koleżankę. - Spojrzałam na niego. - Nie chcę jeszcze raz wchodzić do tej samej wody. Wiesz jak to się ostatnim razem skończyło.
- Zmieniłem się ,Pat. - Odwzajemnił moje spojrzenie z nową determinacją w oczach. - Po tym jak wyjechałaś ,poszedłem do psychologa. Już nie piję ,ani się nie wściekam. Jestem normalny. Drugi raz bym cię tak nie zranił. Daj mi szansę.
- Dałam ci już wiele szans ,Eddie..- Zaczęłam ,ale mi przerwał.
- Ale tym razem to co innego. Tym razem naprawdę wziąłem się za siebie. - Naciskał.
Westchnęłam spuszczając wzrok. Sama nie wiedziałam czego chciałam i co czułam do tego chłopaka siedzącego obok mnie. Nie wiedziałam czy chciałabym spróbować z nim być jeszcze raz ,być jego koleżanką ,lub w ogóle nie mieć z nim kontaktu. Nagle poczułam się tak jakbym miała zaraz zacząć się dusić.
- Muszę już iść. - Stwierdziłam ,podniosłam się i wyszłam z pokoju zanim mógł mnie zatrzymać. Zbiegając po schodach oglądałam się kilka razy ,ale blondyn nie wyszedł za mną. Wpadłam na Emily.
- Pat! Hej ,gdzie byłaś? - Zapytała i uśmiechnęła się.
- Ja...Przepraszam. Stłukłam kilka twoich rzeczy w twoim pokoju. Mieliśmy małą sprzeczkę z Eddiem ,wszystko ci odkupie... - Zaczęłam ,ale przerwała mi Faye która podeszła do nas.
- Emily twoja impreza jest okropna. Nie obraź się.
Blondynka uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami.
- Ja chyba już pójdę. Źle się czuję. - Skłamałam przytulając je na pożegnanie mimo protestów Faye.
- Ale dopiero wróciłaś! Mogę chociaż twój numer? - Zapytała. Skinęłam głową pozwalając zapisać jej go w telefonie i pokierowałam się w kierunku drzwi.
Kiedy wyszłam na zewnątrz wiatr natychmiastowo obwiał moją twarz sprawiając ,że poczułam się trochę lepiej. Zapięłam kurtkę pod szyję i pokierowałam się w stronę hotelu ,w którym zostawałam. Usłyszałam za sobą trąbienie ,a po chwili obok mnie stanął znajomy czarny kabriolet. Chłopak za kierownicą ściągnął okulary przeciw słoneczne i uśmiechnął się do mnie szeroko.
-  Może panią podwieźć? - Zapytał.
- Brad? - Uśmiechnęłam się podchodząc do samochodu. Otworzyłam drzwi i usiadłam do środka. - Co tu robisz?
- Mógłbym zapytać cię o to samo. - Zaśmialiśmy się w tym samym momencie. Znałam Brada od piaskownicy. Nasze mamy kiedyś się przyjaźniły ,co znaczyło ,że spędzaliśmy ze sobą wiele czasu. Do momentu tego co się stało 2 lata temu ,byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Postanowiłam odwiedzić stare śmieci. - Wyjaśniłam, kiedy ruszyliśmy. Skinął głową uśmiechając się.
- Miło cię znowu widzieć. Zniknęłaś tak nagle. - Spojrzał na mnie kątem oka. W jego spojrzeniu widziałam ,że chciał powiedzieć więcej ,że wiedział co się wydarzyło ,ale przemilczał to ,za co byłam mu wdzięczna.
- Odwiedzałam Faye i Emily. - Powiedziałam pomiędzy mówieniem mu ,w którą stronę ma jechać. - Zostaje w hotelu na kilka dni.
- A mnie miałaś zamiar odwiedzić? - Zapytał zatrzymując się na światłach.
- Tak ,tylko nie wiedziałam jak do ciebie dotrzeć. Dobrze ,że sam mnie znalazłeś.
Zaśmiał się
- Do kiedy zostajesz?
- Do końca tygodnia.
Skinął głową ,po czym spojrzał na mnie.
- W takim razie może chciałabyś jutro gdzieś razem wyskoczyć? Mój kolega zaprosił mnie do siebie na drinka i kilka gier w pokera. Będzie też kilku innych znajomych. Faye i Emily również. Chcesz dotrzymać mi towarzystwa ?
- Hm...jasne. - Uśmiechnęłam się. - To tu. - Powiedziałam widząc znak hotelu ,w którym się zatrzymywałam. Brunet zaparkował samochód i odwrócił się do mnie.
- To do zobaczenia jutro. Podjadę po ciebie o 5.
Skinęłam głową.
- Jasne. Do zobaczenia. - Wysiadłam ze samochodu i odprowadziłam go wzrokiem dopóki nie zniknął za zakrętem.
Spoglądając w lustro wyprostowałam falbanki na mojej czarnej spódniczce i ułożyłam fale spadające na moje ramiona ,w nieco ładniejszą kompozycję. Kiedy stwierdziłam ,że wyglądam w miarę ładnie ,popsikałam się moim ulubionym perfumem. Spojrzałam na zegarek. Właśnie wskazywał piątą. Chwyciłam moją torebkę i wyszłam z pokoju. Uśmiechając się grzecznie do recepcjonistki ,wyszłam na zewnątrz. Brad czekał już na mnie ,opierając się o swój śliniący kabriolet. Podeszłam do niego i przytuliłam się go. Tęskniłam za nim i za czasami kiedy zawsze mogłam na niego liczyć. Odsunął się ode mnie po chwili i uśmiechnął się.
- Gotowa?
Skinęłam głową ,a on otworzył dla mnie drzwi od samochodu. Wsiadłam do środka.  Zajął miejsce obok mnie i włączył radio.
- Wszystko u ciebie w porządku? - Zapytał.
- Jasne.- odpowiedziałam zdobywając się na uśmiech. Nie wiedziałam dlaczego ,ale trochę się denerwowałam. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Brunet nucił cicho piosenki w radiu ,co zdumiewająco ,zrelaksowało mnie.
Chłopak zaparkował samochód przed nie znaną mi wcześniej kamienicą i wysiadł. Otworzyłam drzwi i zrobiłam to samo.
- Jesteśmy na miejscu? - Zapytałam rozglądając się dookoła. Na pewno nie znałam tego miejsca.
- Jesteśmy. - Odpowiedział wyciągając do mnie rękę. Złapałam ją i pozwoliłam mu się poprowadzić. Weszliśmy do środka. Brunet zapukał do pierwszych drzwi po prawo. Otworzył nam wysoki szatyn ,którego byłam pewna ,że nie znałam.
- Cześć Brad. - Uśmiechnął się do bruneta ,a później do mnie i wpuścił nas do środka.
- Blake ,to Patricia. Moja przyjaciółka. - Przedstawił mnie chłopak.
- Domyśliłem się. - Blake uśmiechnął się szerzej. - Dużo o niej opowiadałeś.
Poczułam ,że się czerwienie. Spojrzałam na Brada i uśmiechnęłam się lekko. Poszliśmy wzdłuż korytarza i weszliśmy do pokoju ,który wyglądał jak salon.Nagle brunet zatrzymał się.
- W sumie to...Chodź Patricio ,pójdziemy gdzieś indziej. - Cofnął się zakrywając mnie własnym ciałem. Zmarszczyłam czoło.
- Czemu? - Zapytałam próbując stanąć na palcach ,żeby zobaczyć co się stało znad jego ramienia ,ale nie udało mi się to. Wyszłam zza jego pleców i próbowałam przejść obok niego ,ale zatrzymał mnie wyciągając rękę. Na końcu pokoju zobaczyłam Eddiego ,który dopiero zauważył mnie i Brada. Jego spojrzenie spotkało się z moim. Nie wiedziałam czy mam się uśmiechnąć ,czy posłuchać bruneta i pozwolić mu się wyprowadzić. Blondyn podszedł bliżej.
- Co ty tu robisz do cholery? - Zapytał mnie ,po czym spojrzał na Brada. - I to w dodatku z nim?
- Nie zbliżaj się do niej. - Warknął brunet. - Dosyć zła wyczyniłeś.
- Nie zbliżaj się do niej? - Prychnął Eddie zerkając na mnie. - Ona ma prawo sama zdecydować czy chce ,żebym się do niej zbliżał czy nie.
- Zostaw ją w spokoju! Nie pamiętasz co jej zrobiłeś?! Ty skończony dupku ! - Krzyknął Brad i zanim się obejrzałam uderzył blondyna w twarz. W mgnieniu oka oboje zaczęli się szarpać. Przyglądałam się im ,zastanawiając się co mogę zrobić. Przełknęłam głośno ślinę i podeszłam do Eddiego łapiąc go za rękaw.
- Eddie. - Pociągnęłam go lekko. - Eddie proszę zostaw go. Przestań !  - krzyknęłam i dopiero wtedy zwrócił na mnie uwagę. Blake złapał Brada za ramiona i odciągnął go na bok. - Chodź. - z całej siły pociągnęłam blondyna za sobą do kuchni. Obejmując jego rękę ,czułam jak cały czas trzęsie się z wściekłości.
- Zabije go. - warknął odwracając głowę w stronę salonu. Złapałam go mocniej.
- Nie. Proszę zostaw go. Bądź tym mądrzejszym. Spójrz na mnie. - Poprosiłam odwracając się do niego przodem. Spojrzał na mnie. Z jego brwi toczyła się stróżka krwi. - Opatrzę cię.
Chciał zaprotestować ale się powstrzymał. Odwróciłam się do niego tyłem w poszukiwaniu apteczki.
- Tutaj. - blondyn wskazał na czerwone pudełko na jednej z półek.
- Dzięki. - Sięgnęłam po nie i usiadłam na blacie ,żeby znaleźć się na jego poziomie. Podszedł bliżej mnie i zamknął oczy. Opierając wciąż drżące dłonie ,po obu moich stronach pozwolił mi oczyścić swoją ranę i przykleić na nią plaster.
- Przepraszam. - Powiedziałam w końcu przerywając cisze. - Nie wiedziałam ,że tu będziesz.
Westchnął.
- To ja...przepraszam. Nie powinienem mu pozwolić się sprowokować. - Zacisnął powieki. Odłożyłam wacik na blat i złapałam jego drżące dłonie. Otworzył oczy i spojrzał na mnie zmartwiony.
- Jest ok. Zdarza się. - Uśmiechnęłam się do niego lekko. - Uspokój się...Nie zrobisz mi krzywdy ,pamiętasz? Zmieniłeś się. Pozwoliłeś mi odciągnąć cię od bójki ,nigdy wcześniej to się nie wydarzyło. Widzę ,że jesteś inny...Lepszy. - Puściłam jego dłonie i położyłam swoje na jego policzkach. - Podoba mi się to. - Przyznałam.
Uśmiechnął się lekko kładąc dłonie na moich biodrach. Już nie drżały.
- Czy mogę...
- Pocałować mnie? - Dokończyłam za niego z nerwowym śmiechem. Czułam motylki w brzuchu i mrowienie w stopach, coś czego nie czułam od bardzo dawna. Dłonie które złączyłam za jego szyją przysuwając go bliżej do siebie ,nigdy wcześniej mi się nie pociły. Rozszerzyłam uda pozwalając mu stanąć pomiędzy nimi. Oplotłam go nogami w pasie. Dłonie ,które trzymał na moich biodrach znów zaczęły drżeć ,ale tym razem wiedziałam ,że jego podenerwowanie wykazywało te same uczucia ,które ja czułam.
Spojrzałam w jego czekoladowe oczy ,którymi zahipnotyzował mnie od razu. Przypomniał mi się pierwszy raz ,kiedy się poznaliśmy. Brad zapoznał mnie z nim na imprezie w klubie. Byliśmy lekko pijani. Po kilku dość intymnych tańcach ,wylądowaliśmy w toalecie. Kiedy złożył pierwszy delikatny pocałunek na moich ustach ,pijana czy nie ,wiedziałam ,że to osoba ,z którą chciałam spędzić resztę życia.
Wracając do rzeczywistości ,dopiero po chwili zorientowałam się ,że ciągnąc go za włosy ,ciężko oddycham pod namiętnymi pocałunkami jakie zostawiał na moich ustach ,szyi i dekolcie.

Obudziłam się następnego ranka z obrazem Eddiego w moim umyśle. Poprzedni dzień zdecydowanie należał do jednego z najlepszych od dość długiego czasu. Nie byłam pewna czy z Bradem było wszystko w porządku. Po tym jak wyszliśmy z Eddiem z kuchni ,Blake powiedział mi ,że Brad opuścił imprezę. Nie miałam jego numeru ,ani nie wiedziałam gdzie teraz mieszka ,więc nie miałam ,żadnego sposobu skontaktowania się z nim.
Mój telefon zawibrował na stoliku nocnym obok mnie. Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po niego spodziewając się się wiadomości od Eddiego ,ale na wyświetlaczu pojawił się numer Faye. Odczytałam wiadomość. Zapraszała mnie do kawiarni ,w której się spotkałyśmy. Odpisałam jej mówiąc ,że za godzinę tam będę ,i podniosłam się z łóżka ,żeby zacząć się szykować.
Wciągnęłam na siebie zwykłe dżinsy ,podkoszulek i trampki ,a następnie udałam się do łazienki ,żeby umyć zęby i nałożyć lekki makijaż ,po czym związałam włosy w kucyka.
Po czterdziesto-pięcio minutowej jeździe do kawiarni ,spowodowanej przez korki ,w końcu zaparkowałam samochód na zewnątrz. Weszłam do środka i spostrzegłam Faye siedzącą w najdalszym końcu sali. Podeszłam do niej i przywitałam się.
- Słyszałam o tym co się wczoraj stało. - Powiedziała ,kiedy usiadłam na przeciwko niej. - Chcesz o tym pogadać?
Wzruszyłam ramionami.
- Raczej nie ma o czym. Brad przesadził i tyle.
- Próbował cię chronić..- Zaczęła ,ale przerwałam jej kręcąc głową.
- Wszyscy musicie zrozumieć ,że nie jestem jajkiem. Co się stało ,to się stało ,ale już minęło. Doceniam to co próbujecie dla mnie zrobić,ale naprawdę sama potrafię sobie poradzić.
Chciała odpowiedzieć ,ale powstrzymała się. Jej uwagę przyciągnęło coś za mną. Spojrzałam w stronę ,w którą patrzyła i dostrzegłam Eddiego ,z Jakiem i Emily.
- Zaraz wracam. - Powiedziałam do brunetki ,podnosząc się. Wyszłam na zewnątrz i podeszłam do nich. Tak szybko jak się uśmiechnęłam ,tak szybko uśmiech zniknął z mojej twarzy. Ostry zapach trawki sprawił ,że prawie zaczęłam się dusić. Nie zwracałam uwagi ani na blondynkę ,ani na Jake'a ,tylko na Eddiego ,który dostrzegł mnie dopiero ,kiedy wziął joint'a do ust. Podeszłam na tyle blisko ,żeby stwierdzić ,że białka jego oczu były nieźle zaczerwienione.
- A więc to tak się teraz odstresowujesz? - Zapytałam. Blondyn był tak naćpany ,że chwilę zajęło mu rozpoznanie mnie. Wyciągnął joint'a z ust i podał go Jake'owi. Brunet wraz z Emily odeszli od nas zaalarmowani.
- Pat ja... - Zaczął bełkotliwie ,ale podniosłam
dłoń każąc mu być cicho.
- Nie chcę słyszeć twoich wyjaśnień. Wiedziałam ,że twój spokój był zbyt piękny ,żeby był prawdziwy. Nie kontrolujesz siebie sam ,kontrolują cię narkotyki. - Powiedziałam odwracając się. Próbował złapać mnie za rękę ,ale się wyszarpałam. - Nie dotykaj mnie ,zostaw mnie w spokoju. - Niemal zaczęłam biec do samochodu. Wskoczyłam do środka i ruszyłam z piskiem opon. Ocierając łzy spływające po mojej twarzy ,wierzchem dłoni ,postanowiłam zatrzymać się w hotelu po moją walizkę ,i wracać z powrotem do moich rodziców.
Wzięłam głęboki oddech ,wąchając tulipany ,które mama zasadziła na przodzie domu. Spędzałam wolne popołudnie wyrywając w nich chwasty. Moją uwagę przyciągnął nieznajomy mi samochód ,który właśnie wjechał na podjazd. Szyby były przyciemnione ,więc nie widziałam ,kto był w środku. Nie wiedziałam ,że moi rodzice spodziewali się kogoś. Podniosłam się z zamiarem przywitania się z gościem. Drzwi czarnego BMW otworzyły się ,a ze środka ,ku mojemu zdziwieniu ,wysiadł Eddie.
- Co ty tutaj robisz?! - Krzyknęłam podchodząc do niego. - Jak mnie tutaj znalazłeś?!
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Też miło cię widzieć. Przyjechałem pogadać z twoimi rodzicami, są w domu? - Zapytał ,kierując się do wejścia. Zaczęłam iść za nim ,próbując jakoś go zatrzymać ,ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze.
- Z moimi rodzicami? Oni cię nienawidzą! W ogóle to dlaczego? O co ci do cholery chodzi?
Zignorował moje pytania i wszedł do środka nie kłopocząc się ,żeby zapukać.
- Eddie! - Poszłam za nim ,czując ,że jeżeli zaraz stąd nie pójdzie to źle to się skończy.
- Pani i Panie Williamson! - Zawołał stając w holu.
- Eddie musisz stąd iść. - Powiedziałam stanowczo ,ale mój ojciec już wychodził z salonu ,a moja matka schodziła po schodach. Mój ojciec zmarszczył czoło,
- Młodzięńcze ,co ty tutaj robisz?
- Panie Williamson ,chciałbym prosić pana o swoje błogosławienie ,gdyż chcę poprosić pana córkę o rękę.
- Co ?! - Krzyknęłam nie wierząc własnym uszom. Mój ojciec wyglądał na równie zdziwionego. Moja matka uśmiechnęła się lekko.
 Eddie podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Wiem ,że znowu zawaliłem z tymi narkotykami...,ale one naprawdę nie są powodem ,dla którego jestem spokojny. Naprawdę się zmieniłem. Dla ciebie przestanę brać narkotyki ,zrobię cokolwiek zechcesz tylko proszę daj mi tą ostatnią szansę ,bo wciąż cię kocham. - Puścił moje dłonie ,wyciągał czerwone pudełeczko z kieszeni i klęcząc na jedno kolano otworzył je. Moim oczom ukazał się diamentowy pierścionek. - Proszę cię wyjdź za mnie.
- Nie! - Wybuchnęłam ,nawet nie kłopocząc się z namysłem. Popatrzył na mnie przez chwilę marszcząc czoło.
- Właśnie ,że tak !
- Nie!
- Tak !
- Nie!
Podniósł się i spojrzał mi w oczy.
- Wybaczyłaś mi to co się stało. Jeśli mi ufasz, to proszę uwierz mi ,i pozwól mi zrobić cię najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi ,Patricio. Wiem ,że ty też mnie wciąż kochasz. Nie walcz z tym.
Westchnęłam ,czując znajome mi ciepło na sercu. Jeśli nie spróbuję to się nie dowiem ,pomyślałam.
- No dobrze. - Powiedziałam wyciągając do niego rękę. Uśmiechnął się szeroko i wsunął pierścionek na mój palec. Przyjrzałam się mu czując motylki w brzuchu. Blondyn położył dłonie na moich policzkach każąc mi spojrzeć na niego.
- Kocham cię. - Szepnął. - Dziękuje ,nie spieprzę tego tym razem.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Ja też cię kocham. 
Chłopak odwzajemnił mój uśmiech i odetchnął tak jakby usłyszenie tych słów zdjęło ciężar z jego ciała.
Słyszałam protesty mojego ojca i uspokajające słowa mojej matki ,ale miałam wrażenie jakby były one w oddali. Nic innego poza Eddiem w tym momencie się nie liczyło. Przysunęłam się do niego czując mój ulubiony zapach jego perfumu.
 W milczeniu ,wpatrywaliśmy się w siebie. Dotknęłam kciukiem jego miękkich warg ,gubiąc się w jego głębokim spojrzeniu. Po chwili nasze usta złączyły się w pełnym miłości pocałunku. Zamknęłam oczy czując jak blondyn się uśmiecha. Jego silne ramiona objęły mnie w pasie. Zarzuciłam ręce na jego szyję. Nasze ciała złączyły się. Stwierdziłam ,że pasowały do siebie idealnie ,każde zaokrąglenie wypełniało drugie ,i w tym momencie wiedziałam ,że spędzę z nim resztę mojego życia. 




Wystąpili: 
Patricia

Eddie

Brad

Blake

Emily

Faye

Jake
Pani Williamson

Pan Williamson


No i jest. Od mojego ostatniego posta ogłaszającego pojawienie się one shota minęło dość dużo czasu ,no ,ale w końcu udało mi się go napisać. Zdaję sobie sprawę ,że pewnie mało ludzi tutaj już wchodzi i ,że mało ludzi go przeczyta ,ale ci co jeszcze odwiedzają tego bloga ,mam nadzieje ,że wam się podobało moje emeryturowe dzieło haha xD Ktokolwiek to przeczyta proszę o komentarz ,żeby wiedzieć ile ludzi tutaj jeszcze zagląda haha

Buźka ;*

Alexis

3 komentarze:

  1. Normalnie... Aż brak mi słów... To jest boskie, Oluś. Masz talent.<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne, chociaż żadne przepraszam nie odda mojego serca ;-;
    To mnie zabiło :c
    Chociaż skończyło się dobrze to początek był dobijający, środek tak samo i koniec ;;;;
    A

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się teraz wypowiem
    Zatem
    Na początek kreacja bohaterów bardzo mi się podobała (w większości, może miałabym pewnie zastrzeżenia. Czuję pewien niedosyt prawdę powiedziawszy. Czuję jakby ona jakoś za szybko mu wybaczyła jego błędy, akurat tutaj coś pomiędzy by się przydało aczkolwiek można uznać, że ta część można uznać, że istnieje w domyśle.
    Z Edka zrobiłaś całkiem niezłego chujka, najchętniej bym mu wygarnęła na początku tego całego one shota.
    Całość fabuły również dobra, na pewno dość zaskakująca, a przynajmniej dla mnie, końcówka. Tego się szczerze nie spodziewałam i przez to już 15 minut po obudzeniu się o godzinie 8:00 byłam w stanie wyrzucania z siebie krótkiej wiązanki, bo nie spodziewałam się.
    Również dobrze napisane, a mówiłaś, że musisz sprawdzić czy z wprawy nie wyszłaś, dobrze jest...
    Napisz coś jeszcze przeczytam sobie chętnie
    Chciałam napisać profesjonalny komentarz, ale chyba coś poszło nie tak...
    Dziękuję też, że poprzez pisanie swojego one shota zainspirowałaś mnie do napisania mojego...
    Powodzenia w dalszym pisaniu xx

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."