♥ Rozdział 60 ♥ " Nie pozwól się omotać potomkowi Tutenchamona."

**Patricia**

Następnego dnia dziwnie się czułam. Tak jakby jakaś siła rozsadzała mnie od środka. Nie mam pojęcia co to było ,ale wiem jedno - to nie był ból związany z tęsknotą za pewną osobą. To było coś innego ,ale nie miałam pojęcia co.
Wstałam i poszłam do łazienki. Chlusnęłam sobie wodą w twarz ,żeby poczuć się lepiej ,ale niestety to nie pomogło.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam tam jakąś kobietę. Nie wystraszyło mnie to. Znałam ją. Miałam wrażenie ,że ją znam. Przyglądała mi się.
- Bez Osiriona długo nie pociągniesz.
- Nie potrzebuje go. Wybrana też nie. - Odpowiedziałam z przekonaniem.
- Masz racje. Wybrana nie ,ale ty tak.
- Wcale nie.
- Nie pozwól się omotać potomkowi Tutenchamona ,bo to będzie dla ciebie porażka. - Powiedziała i zniknęła.
Nie rozumiem. Znałam ją ,ale nie mogłam sobie przypomnieć kim była.
Co ona w ogóle do mnie mówiła? Że potrzebuje Osiriona? Pff ,niby do czego? Wcale go nie potrzebuje.
Potomek Tutenchamona?
Co?
Co tu się dzieje?
Przeżyłam już dużo ,ale to wszystko zaczynało wymykać się spod kontroli.
Postanowiłam ,że nie powiem nikomu o tym wszystkim.
Obraz w lustrze był jeszcze zamazany. Nic nie mogłam zobaczyć.
Po chwili już wszystko widziałam. Obraz w lustrze się wyostrzył.
Zobaczyłam siebie i aż odskoczyłam do tyłu.
Moje oczy były zielone. Nie czarne jak zawsze tylko zielone.





**Joy**

Od momentu ,kiedy Jerome znalazł mnie zapłakaną w pokoju i zaczął pocieszać zmieniłam o nim nieco zdanie.
Szłam właśnie polną drogą po lesie i rozmyślałam nad tym mam teraz zrobić.

Marcus naprawdę był dla mnie ważną osobą ,ale czy był sens dalej z nim chodzić? Ostrzegano mnie przed nim. Kilka osób mówiło mi jaki jest ,ale ja nie chciałam w to wierzyć. Głupia. Teraz przekonałam się o tym na własnej skórze.
Mimo ,że byłam już daleko w lesie ,szłam dalej. Nie obchodziło mnie to czy się zgubię czy nie.
Doszłam do jakiegoś stawku. Byłam w tym lesie mnóstwo razy ,ale tego stawku jeszcze nie spotkałam.
Było tutaj pięknie. Białe kwiaty wszędzie na drzewach i na trawie powodowały ,że wyglądało tu bajecznie. Jak jakieś miejsce ze snów lub najskrytszych marzeń. Podeszłam do stawku. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego. Szkliwo wody było takie czyste ,że można było widzieć mnóstwo rybek ,które w niej pływały.
Rozejrzałam się jeszcze raz i zauważyłam ,że nie jestem sama.
Na drugim końcu stawka siedział Jerome ze spuszczoną głową czasami rzucając kamienie do wody. Nie wiedziałam czy powinnam do niego podejść czy nie. Wyglądał na smutnego.
Postanowiłam ,że podejdę.
- Joy? - Spytał zaskoczony ,kiedy mnie zobaczył.
- Cześć. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co tu robisz?
- Nie wiem. Dopiero znalazłam to miejsce. A ty? - Spytałam. 
- Przychodzę tu zawsze ,kiedy chcę być sam. - Odpowiedział.
- Okay. - Właśnie dał mi do zrozumienia ,że mam go zostawić ,co mi w sumie było na rękę. Odwróciłam się na pięcie.
- Ej ,gdzie idziesz? - Spytał za mną.
- No przecież sam powiedziałeś ,że chcesz być sam.
- Możesz dotrzymać mi towarzystwa. Nie będę miał nic przeciwko.
Kurczę. A jednak. Zrezygnowana usiadłam obok niego. Może i zmieniłam zdanie o nim ,ale wciąż zbytnio go nie lubiłam.
- Co się stało? - Spytałam wcale nie ciekawa.
- Mara ze mną zerwała. - Odpowiedział i rzucił kolejny kamień do wody.


**Bella**

Stałam właśnie przed gabinetem mojego ojca. Bałam się tak wejść. No już nie bądź tchórzem ,powtarzałam sobie w głowie.
Wzięłam dwa głębokie oddechy i zapukałam.
- Proszę wejść. - Usłyszałam z drugiej strony.
Otworzyłam drzwi i powoli weszłam do środka.
- O cześć, Bello. Dawno cię nie widziałem ,jak się masz? - Spytał pokazując na krzesło ,że mam usiąść.
- W sumie to nie zbyt dobrze. - Odpowiedziałam i usiadłam.
- A co się takiego stało? - Spytał zaciekawiony ,a zarazem trochę zmartwiony.
- Chciałabym cię prosić o to ,żebyś mi zamówił bilet do Ameryki na jutro.
- Dlaczego?
- Chcę pomóc mamie z Eddiem.
- Z Eddiem? A co zrobił?
- Nie wiem ,czy wiesz ,ale....chciał się zabić.
Przyjrzałam się mu dokładnie ,żeby wyłapać jakieś zmiany w jego zachowaniu ,ale nic.
- Tak wiem o tym. - Powiedział obojętnym tonem.
- Wiesz o tym i mimo to tak sobie tutaj siedzisz nic nie robiąc? - Oburzyłam się.
- To nastolatek. Ma buntowniczy okres. Przejdzie mu.
- Czy próba samobójstwa to oznaka tego ,że chce się zbuntować?
Nie odpowiedział.
- Czy ciebie w ogóle teraz obchodzi co się dzieję z twoim synem? Czy masz to gdzieś tak jak miałeś po tym jak nas zostawiłeś?!
- Bella uspokój się i uwierz mi..... - Zaczął.
- Nie! - Przerwałam mu. - Czy Eddie musi faktycznie zabić się ,żeby zaczęło cię obchodzić to co się z nim teraz dzieje?
- Oczywiście ,że nie. - Odpowiedział.
- Tak to wygląda. Ty się w ogóle nie przejmujesz tym co on robi!
- Bello....
- Wiesz co? Nic od ciebie nie chcę. Nie kłopocz się. Sama zamówię sobie bilet. - Powiedziałam i wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami.

**Patricia**

Wyszłam z pokoju z okularami przeciwsłonecznymi na oczach. Nie mogłam przecież pokazać się w zielonych oczach. Jakbym to wytłumaczyła?
Chciałam wyjść z domu nie zauważona ,ale niestety pech chciał ,że mi się nie udało.
- Czy to jakaś nowa moda na okulary ,żeby je nosić jak nie ma słońca? - Usłyszałam za sobą ,kiedy prawie doszłam do drzwi.
Odwróciłam się.
- Cześć Jake. - Starałam się zachowywać normalnie.
- Cześć. To co z tymi okularami? - Spytał.
- Lubię je nosić. - Szybka prosta odpowiedź.
- Ale w domu?
- Właśnie wychodzę.
- Nie ma słońca. - Naciskał.
- No to co? - Spytałam.
- No w sumie to nic. - Odpowiedział.
- Właśnie. - Chciałam już wyjść ,ale się wróciłam. -  Jesteś zajęty?
Odwrócił się do mnie.
- Nie ,a co?
- Masz ochotę się ze mną przejść?
- No nie wiem. - Zastanowił się.
- Oj no chodź. Będzie fajnie. - Pociągnęłam go za rękę i wyszliśmy z domu.
- Powiedz mi dlaczego się zgodziłem? - Spytał z uśmiechem. Droczył się ze mną.
- Bo nie zaakceptowałabym innej odpowiedzi. - Odwzajemniłam uśmiech.
Przed domem spotkaliśmy listonosza.
- Dzień dobry. - Przywitał się. - Jest panna Trudy w domu?
- Nie ,nie ma jej. - Powiedziałam.
- Mam tu jeden list. Dla Eddiego Millera. - Oświadczył.
- Eddie Miller już tutaj nie mieszka. - Odpowiedziałam chłodno.
- Oh ,nie wiedziałem ,ale muszę dać komuś ten list.
- Co to za list? - Wtrącił Jake.
- Wyniki badań. - Powiedział listonosz i wyciągnął list z torby ,a następnie wręczył go mnie.
- Dlaczego pan mi to daje? - Spytałam. Mimo to wzięłam list.
- Dopilnuj ,żeby do niego trafił. - Powiedział listonosz ,pożegnał się i poszedł.
Spojrzałam na list ,który trzymałam w ręce i pogłaskałam imię ,które na nim było.
- Kto to Eddie? - Spytał Jake ,który stał obok mnie i przyglądał się temu co robię.
Spojrzałam na Jake'a i spróbowałam się uśmiechnąć.
- Nikt ważny. - Odpowiedziałam i schowałam list do kieszeni w kurtce.

Przepraszam ,że tak długo nie pisałam ,ale jak wiecie robiłam to stronę. Na szczęście skończyłam i wróciłam do pisania razem z moją weną :D

Patricia Miller

23 komentarze:

  1. Superr!Kiedy wreszcie zacznie dziać się coś niesmutnego?

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny, choć trochę wkurza mnie że pat już tak traktuje Eddie'go a kiedy powiedziała że to nikt ważny pobeczałam się ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham twoje opowiadanie <3 rozdział świetny czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuuuuu!!! Jak to nikt ważny!?

    Cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Super czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  6. wspaniały czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  7. taa ten potomek to napewno Jake ! A te wyniki badań na opewno będą złe xd : Di super rozdział xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy w koncu bedzie peddie? ( blaga prosi lka) nie znecaj sie juz tak nad nami :c

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny ! już się nie mogę doczekać , aż otworzy ten list :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział super nie moge sie doczekac nastepnego a tak wg to Jeroy ! Jeee (tak wiem wiem jestem nienormalna ) a ten tekst patricii ze to nikt wazny najchetniej jak bym mogla to bym tam poszla i nie wiem co bym jej zrobiła :-P

    OdpowiedzUsuń
  11. NIKT WAŻNY!!! NIKT WAŻNY!!!???!!!??? CHYBA MI SIĘ DZISIAJ JESZCZE NICZYM NIE NARAZIŁAŚ!!! -,-' GRRR!!! I JESZCZE NA SPACER Z FRAJEREM POSZŁA!!! -,-'
    JA TAK MOŻNA!!! MASZ SZCZĘŚCIE, ŻE NIE MA JARY... <333

    OdpowiedzUsuń
  12. , ALE DŁUGI BYŁO CO CZYTAĆ POMYSŁY SUPER,,,,,,,,,,,,,/BB

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny !! <33

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowne<3
    czekam na kolejne. :3

    OdpowiedzUsuń
  15. Bomba ! Kocham to jak piszesz!!
    Nikt ważny - te słowa zabolały . Ałł ;( XD
    Oby Eddie wracał jak najszybciej bo ten Jake to podejrzany sie robi , oby nie był z Pat <3

    Czekam na next ! <33 <33 <33

    OdpowiedzUsuń
  16. Boski ;) Mam nadzieję, że Patt dowie się co Eddie próbował zrobić i pojedzie z Bellą do Ameryki. Ale, że powiedziała, że to nikt ważny O.o
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. czy ja dobrze rozumiem, że potomkiem jest Jake ?? A jak będzie Pat z Jakiem (nw nawet jaka by to miała być nazwa) to uktarupię :) ale tak serio to świetny :) I zgadzam się z MovieStarPlanet : nie znęcaj się nad nami i daj peddie :) :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Rewelacja(zresztą jak każdy rozdział)super ciekawi mnie strasznie jak dalej rozwinie się akcja

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."