♥ Rozdział 64 "Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?" ♥

**Bella**

   Od kilku godzin szykowałam się na kolację z Mason'em. Wszystko było bardzo tajemnicze. Wiedziałam jedynie, że mam się ubrać bardzo elegancko. Niestety nie dowiedziałam się gdzie idziemy i z jakiej to okazji. Trochę mnie to denerwowało. W głowie miałam coraz czarniejsze myśli. Bałam się, że chce mnie zostawić.
   - O czym tak myślisz? - Zapytała Pat.
   - Boje się. - Przyznałam szczerze. To była jedna z tych chwil, w których wątpiłam we wszystko.
   - Dlaczego? - Spytała. Doskonale wiedziałam, że się martwiła.
   - Nie wiem. - Przyznałam, po czym spuściłam głowę w dół. - Ostatnio rzadko ze sobą przebywaliśmy, a nasze rozmowy... Co ja wygaduje! Jakie rozmowy! Powiedzenie "hej" nie jest nawet rozmową. - Do oczu napłynęły mi łzy. Wiedziałam już co chce zrobić. Spryciarz. Wybrał restaurację, bo wiedział, że będę musiała przyjąć to spokojnie.
   Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Nie musiałam podnosić głowy by wiedzieć kto to jest.
   - Co jeżeli on mnie już nie kocha? - Zapytałam. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. - Może chce ze mną zerwać?
   - Nie przejmuj się. Nigdy by tego nie zrobił, za bardzo Cię kocha. A teraz wstawaj, bo ciągle jesteś w rozsypce, a za prawie pięć godzin ważna randka. - Powiedziała uśmiechając się do mnie. Chwilę później uśmiech znikną z jej twarzy, zamiast niego dostrzegalne było przerażenie. Spojrzała mi w oczy i wyszeptała. - O mój Boże... Zamieniam się w Amber. - Nie mogłam się nie roześmiać.
   - W jednym masz jednak rację. - Dziewczyna spojrzała na mnie zdumiona. - Muszę się przygotować! Będzie żałował tego, że ze mną zerwie. - Powiedziałam uśmiechając się szatańsko.
   Szykim krokiem ruszyłam w kierunku mojego łóżka. Chwyciłam suknie, którą pomogła mi wybrać Pat, tak Patricia Williamson! Dokładnie to ona ją znalazła i mi przyniosła w momencie, gdy chciałam się poddać. Suknia idealna, taka o jakiej zawsze marzyłam. Nigdy nie pomyślałabym, że ubiorę ją w taki smutny dzień jak dzisiejszy.
   Skierowałam się do łazienki i weszłam pod prysznic. Odkręciłam zimną wodę z nadzieją, że mnie orzeźwi. Dokładnie się umyłam i wytarłam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że bez potrzeby wzięłam tą sukienkę ze sobą. Narzuciłam na siebie szlafrok i udałam się do mojego pokoju. Tak jak się spodziewałam Trixie czekała tam na mnie. Zdziwił mnie jednak fakt, że teraz czułam się tu jak w salonie fryzjerskim i u kosmetyczki jednocześnie.
   - Siadaj. - Zarządziła Ruda wskazując na krzesło stojące przed zasłoniętym lustrem.
   - Na pewno? - Zapytałam. Nie chodziło o to, że jej nie ufam, lecz bałam się, że pomaluje mnie za mocno... Zgoda jednak jej nie ufałam.
   Dziewczyna spojrzała na mnie groźnie. Nie lubiłam, gdy patrzyła się na mnie w ten sposób, więc od razu usiadłam.
   - Zamknij oczy. - Zarządziła. Postanowiłam, że nie będę sprawiać problemów więc posłusznie wykonałam rozkaz.
   Najpierw zajęła się moimi włosami. Bałam się zapytać co robi, więc grzecznie czekałam, aż skończy.
   Nie wiem ile tak siedziałam. Zaczęło mi to trochę ciążyć, chwilę później zaczęła mnie malować. Martwiłam się jednak, że to wszystko tak długo trwa i nie zdążę na czas. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to nasze ostatnie spotkanie jako para, lecz nie mogłam się doczekać tego co powie na mój widok.
   - Skończone. - Powiedziała. Jej głos był przepełniony dumą. Chciałam otworzyć oczy, gdy usłyszałam krzyk Patrici. - Nawet nie próbuj ich otwierać!
   - Niby jak mam się ubrać? - Zapytałam z wyrzutem. Poczułam dłoń Pat na moim przedramieniu i delikatne szarpnięcie w górę. Przeszłyśmy kilka kroków i ostrożnie mnie puściła.
   - Nie ruszaj się. - Powiedziała groźnie.
   - A mam jakiś wybór? - Zapytałam.
   - Nie. - Odparła uśmiechając się pogodnie.
   Poczułam jak wciska mi w dłonie jakiś materiał. Chwilę mi zajęło zanim zrozumiałam, że to moja sukienka.
   - Ale jak mam ją założyć? - Zapytałam lekko zdenerwowana.
   - Pomogę Ci. - Odpowiedziała bez namysłu, tak jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
   Z wahaniem ściągnęłam szlafrok. Usłyszałam jak rozpina zamek sukni, więc podniosłam ręce, lecz nie poczułam materiału.
   - Podnieś jedną nogę. - Powiedziała. Najwolniej jak się dało wykonałam polecenie. Gdy zrozumiałam o co jej chodzi uśmiechnęłam się. Zdecydowanie pewniej powtórzyłam czynność, jednakże drugą nogą. Poczułam jak materiał przesuwa się w górę. Po raz kolejny usłyszałam dźwięk zamka. Byłam pewna, że mam już ją na sobie.
   - Jeszcze chwila. - Powiedziała Pat. Zastanawiałam się skąd ma w sobie tyle opanowania. Poczułam jak poprawia suknię, by dobrze na mnie leżała. Następnie odeszła ode mnie na chwilę by wrócić ze szpilkami.
   - Teraz uważaj. - Powiedziała poważnie. - Założę Ci szpilki, jednakże nawet nie próbuj siadać.
   Poczułam jak delikatnie podnosi mi nogę i zakłada na nią buta. Tą samą czynność powtórzyła z drugą nogą; o dziwo nawet się nie zachwiałam.
   - Nie otwieraj jeszcze oczu. - Powiedziała, po czym po raz kolejny odeszła ode mnie, by po chwili wrócić i zaprowadzić mnie w jakieś miejsce. - Otwórz oczy. - Powiedziała radośnie. Z ulgą wykonałam jej polecenie. Okazało się, że stoję przed lustrem. Byłam zdumiona tym co zobaczyłam. Fryzura i makijaż wyglądały obłędnie. Nie wiedziałam co mam zrobić.
   - Nie podoba Ci się? - Zapytała po chwili, źle odczytując moje milczenie.
   - Podoba mi się i to bardzo. - Powiedziałam. - Nie wiem jak mam Ci dziękować.
   - Nie masz za co dziękować. - Powiedziała śmiejąc się radośnie, lecz po chwili znów przybrała ten poważny wyraz twarzy. - Czegoś mi tu brakuje. - Powiedziała mrużąc oczy, po chwili szeroko je otworzyła i wybiegła. Jeszcze przez kilka minut wpatrywałam się zszokowana w drzwi, jednak nic nie wskazywało na to, że szybko wróci.
   Chwilę później drzwi otworzyły się z impetem i zobaczyłam uśmiechniętego rudzielca. Bez słowa podeszła do mnie i zapięła mi na szyi przepiękny naszyjnik. Był idealnym dopełnieniem stroju. Uśmiechnęłam się i chciałam ją przytulić, lecz nie pozwoliła mi na to. Spojrzałam na nią zdziwiona.
   - Nie możesz pognieść sukni. - Powiedziała uśmiechnięta. - Wiesz która godzina?
   - Która? - Zapytałam spanikowana.
   - Dziewiętnasta trzydzieści. - Odpowiedziała uśmiechając się zadziornie, po czym pociągnęła mnie na dół.
   Gdy weszłyśmy do salonu spojrzenia wszystkich skierowały się na nas. Czułam się niekomfortowo w tej sytuacji. Pierwszy szok minął i nastał nieznośny gwar. Każdy mówił jak wspaniale wyglądam i chciał mnie przytulać, lecz Pat nie pozwalała na to, mówiąc, że nie mogą zniszczyć mi stroju.
   - Od kiedy zmieniłaś się w Amber? - Zapytał Jerry.
   - Nie jestem jak Amber! - Zaprotestowała buntowniczka.
   - Bella! Jak Ty cudownie wyglądasz! - Wykrzyczała Amber wchodząc do salonu. - Sama to wszystko przyszykowałaś?! - Zapytała pełna podziwu.
   - Tak właściwie to, że wyglądam jak wyglądam to jedynie zasługa Trixie.
   Wszyscy bez wyjątku spojrzeli na buntowniczkę. Najbardziej zdziwiła mnie reakcja Amber. Podbiegła do niej i zaczęła ją przytulać! Patricia bez słowa wyszła z salonu i poszła na górę. Nie wiedziałam kiedy zejdzie więc nawet nie próbowałam siadać. Po chwili jednak wróciła niosąc czarną kopertówkę pasującą do szpilek. Uśmiechnęła się promiennie i podała mi ją.
   - Została minuta. - Powiedziała uśmiechając się niewinnie.
   Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Byłam pewna, że stoi za nimi Mason, niestety nic bardziej mylnego. Ujrzałam starszego mężczyznę z białą różą.
   - Pani Bella Miller? - Zapytał łagodnie. Głos ugrzązł mi w gardle, więc jedynie delikatnie skinęłam głową. Mężczyzna uśmiechnął się i podał mi kwiat, po czym wyciągnął dłoń w moim kierunku. - Proszę ze mną.
   Niepewnie chwyciłam jego dłoń i dałam się poprowadzić w nieznanym mi kierunku. Chwilę później staliśmy pod piękną, czarną limuzną. Mężczyzna otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść do środka. Nie wiedziałam gdzie jedziemy, co spowodowało, że zaczęłam panikować. Rozglądałam się w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia, którym mogłabym się obronić, lecz nic takiego nie dostrzegłam.
   Zrezygnowana postanowiłam poczekać na to, co przyniesie mi los. Po kilkunastu minutach jazdy pojazd zatrzymał się. Drzwi otworzyły się i ujrzałam dłoń mężczyzny, który mnie tu przywiózł. Chwyciłam ją ostrożnie i wysiadłam. Stałam przed niesamowitym hotelem. Na ostatnim piętrze znajdowała się najlepsza restauracja.
   - Proszę za mną. - Powiedział uśmiechając się do mnie promiennie, po czym zaprowadził mnie do środka. Wjechaliśmy na ostatnie piętro, lecz nie poszliśmy do restauracji tylko wąskim korytarzykiem. - Mogłaby panienka zamknąć oczy. - Zapytał życzliwie. - Nie chciałbym popsuć Panienki makijażu tą opaską. - Powiedział pokazując czarny materiał. Niechętnie zamknęłam oczy. Zrozumiałam po chwili, że nie mam się czego bać. Co mógłby mi zrobić. Poczułam się głupio gdy uświadomiłam sobie, że podejrzewałam go o nie wiadomo co.
   -  Za chwilę wejdziemy na schody. - Powiedział uprzejmie.
   Resztę drogi przeszliśmy w ciszy. W pewnej chwili stanęliśmy. Poczułam jak uścisk zelżał.
   - Może już Panienka otworzyć oczy. - Powiedział. Spojrzałam przez rzęsy bojąc się, że ujrzę ostre światło, lecz nic takiego się nie stało.Otworzyłam oczy, to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to Mason w czarnym garniturze z bukietem róż. Wszędzie rozsypane były płatki kwiatów. Wszystko wyglądało zjawiskowo.
   - Wyglądasz olśniewająco. - Powiedział Mason podchodząc do mnie i wręczając kwiaty.
Miałam wrażenie, że zaraz się tam rozpłaczę. To wszystko było takie niezwykłe, a ja podejrzewałam go o to, że chce ze mną zerwać.
   - Dziękuję. - Odpowiedziałam uśmiechając się. Mason podał mi rękę i zaprowadził do stolika. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to gdzie się znajdujemy, a mianowicie na dachu. Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam zapierający dech w piersiach widok. Zastanawiało mnie to, jak udało mu się to wszystko przygotować. To co miało nastąpić później wydawało się takie nierealne. Nigdy nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
- Jak Ci się tu podoba? - Zapytał uśmiechając się delikatnie.
- Jest niesamowicie. - Odpowiedziałam po chwili ,jednak również zachichotałam. - Muszę ci się przyznać ,że przez cały dzisiejszy dzień myślałam ,że chcesz ze mną zerwać.
Zdziwiłam go trochę tym wyznaniem ,jednak spróbował się opanować i przybrać jak najbardziej obojętny wyraz twarzy.
- Jeżeli tak myślałaś ,to chyba na prawdę nie wiesz co ja do ciebie czuję. - W sumie to miał rację ,nie wiedziałam. "Kocham cię" ,usłyszałam od niego chyba tylko jeden raz przez cały czas ,kiedy byliśmy razem ,w każdej chwili mogło mu się odwidzieć.
- Dlaczego przygotowałeś to wszystko? - Spytałam zmieniając temat.
- Ponieważ to specjalny wieczór. - Odparł ,widząc jednak zmieszanie na mojej twarzy dodał: - Wszystkie dowiesz się po kolacji.
Jakby na zawołanie ,przy do stołu podeszło dwóch kelnerów z tacami ,na których było pełno jedzenia. Jeden był obrany w białą koszulę i złotą marynarkę ,który postawił przede mną talerz ze spaghetti i lampkę szampana ,a drugi miał na sobie niebieską koszulę i czerwoną marynarkę. Gdy wykonali swoje zadanie odeszli od stołu i zniknęli w korytarzu. Spojrzałam na zawartość talerza. Wszystko na nim wydawało się takie eleganckie i poukładane ,mimo ,że to był tylko sos polany na makaron.
- Nie jesteś głodna? - Zapytał Mason nieco zmartwiony. Dopiero teraz spostrzegłam ,że gapię się na to jedzenie już przez jakiś czas. Nie odpowiadając zaczęłam jeść. Może i zachowywałam się dziwnie ,ale bałam się tego co ma się wydarzyć później. Podejrzenia co do zerwania nie koniecznie uleciały do końca.- Komu muszę podziękować za to ,że wyglądasz niesamowicie?
- Patrici. - Chłopak zachłysnął się szampanem ,którego właśnie pił.
- Tifi? Mojej siostrze? - Wykrztusił. - Tej Patrici Williamson?
- Dokładnie tej. - Uśmiechnęłam się. Jego mina była bezcenna. Z trudem dowierzał ,że to właśnie ona tak mnie uszykowała.

Reszta kolacji przebiegła spokojnie. Rozmawialiśmy na różne tematy i dużo się śmialiśmy. Można powiedzieć ,że wyluzowałam się. Nie martwiłam się o nic. Gdy skończyliśmy posiłek ,dwóch kelnerów przyszło zabrać puste naczynia ,a po chwili zaczęła grać muzyka. Mason wstał ,obszedł stół i stanął przede mną wyciągając rękę.
- Mogę prosić do tańca? - Spytał. Skinęłam głową i podałam mu rękę. Przez jakiś czas kołysaliśmy się w rytm romantycznej melodii. W pewnej chwili jednak muzyka ucichła ,lecz można było ją jeszcze słyszeć minimalnie. Mason puścił moje ręce i sięgnął do tylnej kieszeni ,po czym uklęknął ,a ja zaniemówiłam. Powoli zaczynałam rozumieć dlaczego wczoraj był taki zdenerwowany. Otworzył dłoń ,a na niej zobaczyłam czerwone pudełeczko w kształcie serca. - Bello...- Zaczął z głębokim wdechem. - jesteś miłością mojego życia , wiem ,że moje uczucia są stałe i niczego nie byłem bardziej pewien niż tego ,że chcę być z tobą do końca życia...Więc proszę...Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - Otworzył pudełeczko ,a moim oczom ukazał się piękny pierścionek. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Głos ugrzązł mi w gardle. Spodziewałam się wszystkiego,ale nie oświadczyn. Jednak wiedziałam ,czego chcę i czego pragnę...Jego.
- Tak. - Szepnęłam ,a blondyn wstał ,po czym ja rzuciłam mu się na szyję i złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach. Kiedy oderwaliśmy się od siebie ,chłopak wsunął mi na palec pierścionek ,który pasował jak ulał ,jakby właśnie na moim palcu było jego miejsce. Poczułam jak łzy szczęścia spływają po moich policzkach. W pierwszej chwili przeraziłam się ,że zniszczę sobie tym makijaż ,ale uspokoiła mnie myśl ,że pewnie Pat przewidziała moje zachowanie więc zrobiła mi wodoodporny make up. Cieszyłam się ,że w końcu mogę być szczęśliwa z chłopakiem ,którego kocham. Miałam również pewność ,że on czuje do mnie to samo. Na prawdę czułam się jak najszczęśliwsza osoba na świecie.

CDN...


Ps. Dobór kolorów nie jest przypadkowy xD Biel oznacza czystość, a czerwień zmysłowość/seksualność ;*-Ambeeer (stay strong)

A więc ,rozdział ,pisany przez Ambeeer (stay strong) ,niestety coś stało jej się z komputerem i wciąż coś jest nie tam ,więc nie miała możliwości skończyć tego rozdziału. Zrobiłam go za nią. Pewnie poznacie różnice od momentu ,w którym ja pisałam ,ponieważ mój styl pisania jest nie porównany do stylu jakim pisze Ambeeer.  Przepraszam was ,że musieliście tak długo czekać na ten rozdział ,no ale jak już mówiłam...Problemy...
Następny rozdział pojawi się o wiele ,wiele szybciej możecie być pewni ;D ,mam nadzieję ,że ten się wam podoba.

Następny jak pod tym będzie 20-25 komków :)

Patricia Miller

24 komentarze:

  1. super czekam n nexta

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie!! Takie to sweetaśne. Wiesz jaką chorobę teraz mam:) Szybko wstawiaj nexta.

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham ten rozdział switaśnie i love szybko wstawiaj next>>>

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG cudo ! kocham takie obroty spraw :) Będzie ślub !!!! /Rebecka

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki wspaniały!
    Cudo! Fajnie, że Bella z Masonem się zaręczyli.
    Nie mogę się doczekać kolejnego!<33

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG!
    Ale odjazdowy!! Czekam na następny rozdział!!! KOMENTUJCIE LUDZIE!!!!!!

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja to cię zabiję za tą końcówkę!
    Masz szczęście, że nie użyłam dziś tuszu do rzęs bo bym ci po prostu nie wybaczyła!!!
    Niestety jestem straszną romantyczką więc prawie się popłakałam jak Mason jej się oświadczył... Taka moja idiotyczna natura... Raz nie mogę ogarnąć śmiechu, raz złości, a przez ciebie prawie się popłakałam.
    Dobra nie ważne... Świetny rozdział, niezła reakcja na dzieło Pat... Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Omg!!!!! Genialnee ,piękne ,cudowne ... Brak słów :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. super. Czekam na nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super! Kiedy kolejny rozdzialik?? ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na Odcinek 91 pt. ''Amber, wszystko w porządku? ''
    http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/12/odcinek-91-by-amore-wiktoria.html +licze na szczerą opinię :D

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."