♥ Rozdział 12: Koszmar ♥

**Eddie**

Był środek nocy ,a ja wciąż nie mogłem zasnąć. Nie przez burzę ,która właśnie szalała za oknem robiąc masę hałasu.
Patricia spała dość niespokojnie ,co bardzo mnie martwiło. Co chwilę przewracała się z boku na bok ,a na jej twarzy widniał grymas smutku połączony wraz z bólem. Mogłem go dostrzec ,kiedy jasne pioruny rozświetlały całą ciemną sypialnię.
Czasami chciałem ją obudzić ,by upewnić się ,że wszystko jest w porządku ,ale jakoś nie mogłem się do tego zabrać.
Rudowłosa zerwała się z krzykiem w pewnym momencie. Przeraziłem się.
- Co się stało? - Spytałem zapalając lampkę ,po czym przysunąłem się do niej. Cała dygotała zszokowana i wystraszona. Zakryła się ręką i zaczęła płakać. - Patricio? - Spróbowałem ponownie zwrócić na siebie jej uwagę.
Spojrzała na mnie. Jej oczy były całe poczerwieniałe ,łzy nadal spływały po jej policzkach ,a ona wciąż się trzęsła. Nie był to dla mnie miły widok. Bolało mnie to ,że tak cierpi ,mimo to ,że nie wiedziałem z jakiego powodu.
Skierowała ponownie wzrok do okna.
- Patricio? - Nic. - Patricio mówię do ciebie. - Złapałem ją za ramiona, odwróciłem w swoją stronę i spojrzałem głęboko w oczy. Dostrzegłem w nich strach i przerażenie. - Jestem przy tobie ,rozumiesz? Nie musisz się niczego obawiać. Nic ci się przy mnie nie stanie.
- Skąd ta pewność? - Zapytała ostrożnie. Nie rozumiałem skąd się u niej wzięła ta niepewność. Na każdym kroku starałem się udowodnić ile dla mnie znaczy...
 - Po prostu to wiem. - Odpowiedziałem powoli. - Nie musisz się niczego bać ,kiedy jesteś ze mną.
Dziewczyna uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
Nie rozumiałem jej zachowania. Wydawała się być jeszcze bardziej tajemnicza. Stwierdziłem jednak, że za wszelką cenę muszę odkryć prawdę...
- Spójrz na mnie. - Poprosiłem. Nie posłuchała więc delikatnie złapałem jej podbródek zmuszając ją do spojrzenia w moją stronę.
Nie było w nich tych cudownych iskierek, pojawiających się gdy była szczęśliwa. Patrzyłem w jej puste, beznamiętne oczy. Utwierdziło mnie to, że jednak stało się coś poważnego.
- Eddie... Ja nie wiem jak mam Ci to powiedzieć... To nie jest... To nie jest takie proste... - Wyszeptała.
- Co takiego? - Spytałem. -  Powiedz mi.  - Poprosiłem błagalnie. Miałem wrażenie ,że boi mi się powiedzieć czegoś ,ale nie miałem pojęcia czego.
Patricia westchnęła ciężko.

- Chodzi o to, że... Że to chyba Jake miał romans z moją mamą... - Powiedziała cichutko. - I to on ich zabił, a teraz... A teraz poluje na osobę, która... Która jest dla mnie najważniejsza. I chce ją zabić, a ja się boję, że... że to się stanie naprawdę. - Z jej oczu wypłynęły słone łzy. Delikatnie wtuliła się we mnie i wyszeptała "Nie chcę Cię stracić Eddie... Zbyt mocno Cię kocham". Nie wiedziałem czy tylko się przesłyszałem, lecz zrozumiałem, że jestem dla niej tak samo ważny jak ona dla mnie.
- Nie płacz. - Szepnąłem głaskając ją po głowie. Ona na to tylko wtuliła się we mnie mocniej i zaczęła jeszcze bardziej szlochać. Nie wiedziałem co mogę zrobić ,by przestała płakać.
- Przepraszam... Nie powinnam tego mówić... - Westchnęła, po czym spojrzała mi w oczy. - Przecież to nie mógł być on... To niemożliwe... Przecież jest w naszym wieku... Echh... To było głupie...
- Wcale nie było. - Zaprzeczyłem szybko. - Wszystko jest możliwe ,pamiętaj. Ale nie wiem dlaczego dochodzisz właśnie do takich wniosków jak te...
- Przyśniło mi się jak zabija mojego tatę i Ciebie... - Powiedziała spuszczając głowę, jak gdyby było jej wstyd z tego powodu. - Byłam bardzo mała, ale widziałam to... Widziałam jak ktoś zabija mojego tatę... Później uciekłam na górę i schowałam się. Usłyszałam czyjeś kroki... To było straszne. Siedziałam skulona w szafie... Znaleźli mnie policjanci.
Byłem w szoku. Nigdy wcześniej mi tego nie mówiła. Nie zdawałem sobie sprawy z tego ,że aż tyle przeszła ,bo szczerze to nie było zbytnio po niej tego widać. Prawie zawsze zachowywała się normalnie i była radosna ,a tu okazuje się ,że tak dużo przeżyła. Współczułem jej. Kiedy ona cierpiała ,cierpiałem i ja.
 - Dlaczego mi o tym nigdy nie powiedziałaś? - Zapytałem po chwili. Nie chciałem jej robić wyrzutów z tego powodu, lecz gdybym wiedział o tym mógłbym lepiej się o nią troszczyć.
 Wzruszyła ramionami.
- To nie jest łatwy temat dla mnie. Otworzyć się i mówić o tym jest bardzo trudne ,Eddie. A nie widziałam potrzeby byś się wszystkiego dowiedział.
- Rozumiem. - Powiedziałem, po czym przytuliłem ją. Bałem się, że może byłem zbyt nachalny i mnie odepchnie, ale nic takiego się nie wydarzyło.
- Ten sen mnie wykończył. - Odezwała się po chwili. - Tak jakoś dziwnie się czuje. - Dodała.
- Może powinnaś iść spać? - Zapytałem z troską.
Zaprzeczyła.
- Teraz nie zasnę.
- Może obejrzymy jakiś film? Proponuję Kronikę Opętania. - Powiedziałem uśmiechając się do dziewczyny.
- Serio? Koszmar za koszmarem? Jestem już dość wystraszona. - Przyznała. - Już wole poudawać ,że śpię. - Położyła się kładąc poduszkę na głowę.
- Ale to jest śmieszne. - Powiedziałem śmiejąc się.
- Nie dziękuje. - Mruknęła ponuro w poduszkę.
- Nie daj się prosić. - Wyszeptałem wprost do jej ucha.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Dosłownie milimetry dzieliły nasze usta od siebie.
- Nie. - Powiedziała pewnie i znów opadła na poduszkę.


- No proooszę. - Powiedziałem delikatnie całują jej odsłonięte ramie.
- Nie.e. - Upierała się nie zwracając uwagi na to co robię.
- Ale ja tak ładnie proooszę. - Wiedziałem, że uda mi się ją namówić. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem. Cieszyłem się, że znów mogę poczuć smak jej ust na moich.
- Możesz sobie całować mnie ile chcesz. - Powiedziała ,kiedy się odsunąłem. - I tak się nie zgodzę.
- Jeszcze zobaczymy. - Powiedziałem przyciągając ją do siebie. Teraz dziewczyna leżała w na mnie. Nie przeszkadzało mi to. Cieszyłem się gdy mogłem być jak najbliżej niej. Delikatnie musnąłem jej usta i uśmiechnąłem się do niej.
- Jesteś denerwujący. - Mruknęła. - Ale ja i tak nie mam zamiaru się zgodzić. Lubie horrory ,ale dzisiaj już jeden widziałam i mi wystarczy.
- Ale ja tak bardzo ładnie proszę! - Powiedziałem całując jej szyję. Liczyłem na to, że się złamie.
Kiedy przestałem dziewczyna wywróciła oczami.
- Bardzo ładnie prosisz. - Przyznała z uśmiechem. - Ale ja wciąż mówię nie.
- Zgoda. - Poddałem się. Wiedziałem, że jest uparta, a nie chciałem zaryzykować kłótnią.
- Mógłbyś mnie teraz puścić? - Zapytała.
- Nie ma takiej opcji. - Odpowiedziałem. Uśmiech nawet na chwilę nie schodził mi z twarzy.
- No jak to nie ma? - Zdziwiła się z grymasem na twarzy.
- Normalnie. - Odpowiedziałem.
- Jesteś upierdliwy. - Mruknęła. - Co mam zrobić ,żebyś mnie puścił?
- Nie ma takiej rzeczy na świecie, która sprawiłaby, że Cię puszcze. - Odpowiedziałem pewnie.
- A jak zgodzę się na oglądanie filmu? - Zapytała z nadzieją.
- Pomyślmy... - Powiedziałem udając, że się zastanawiam. - Nie. Jesteś dla mnie ważniejsza niż jakiś denny film.
- A jak cię pocałuję? - Zapytała. - Mimo to ,że nie jesteśmy już razem. - Dodała tak cicho jakby mówiła do siebie.
- Ale możemy być. - Powiedziałem patrząc w jej oczy. - Z resztą i tak Cię nie puszczę. Wiesz dlaczego?
- Nie. - Odpowiedziała.  - Dlaczego?
- Bo jesteś przy mnie i nie pozwolę nikomu na to, by odebrał mi Ciebie. - Powiedziałem całując ją. - Dlaczego nie możemy spróbować jeszcze raz?
- Ponieważ próbowaliśmy wiele razy i się nie udało.
- Skąd wiesz, że teraz się nie uda?

- Uprzedziłam się. - Znów uciekła oczami gdzieś w bok.
- Dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w oczy?
- Boję się ,że zobaczę w nich coś czego nie chcę zobaczyć i ,że to mnie złamie. - Powiedziała cicho wciąż na mnie nie patrząc.
- Coś się stało? - Zapytałem. Jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że wszystko wróci do normy, lecz teraz...
- Nie. Wszystko jest okay. - Odpowiedziała i spojrzała na mnie po czym spróbowała się uśmiechnąć ,ale raczej jej to nie wyszło.
- Przecież widzę. - Opowiedziałem pewnie. - Przecież wiesz, że możesz mi zaufać.
- No właśnie o to chodzi ,że nie wiem. - Odparła.
- Wszystko będzie dobrze. - Zapewniłem ją, chodź sam nie byłem do końca pewny słuszności swoich słów.
 Westchnęła.
- Puścisz już mnie teraz? - Zapytała.
 - Dlaczego?
 - Ponieważ leżę na tobie i na dodatek jestem ciężka. Nie chcę ,żebyś później miał do mnie pretensje ,że cię coś boli.
- Nie żartuj sobie. - Powiedziałem uśmiechając się do niej. - Nigdy Cię nie puszczę.
 - Ale ja naprawdę chcę obejrzeć ten film ,Eddie. - Zaczęła szukać wymówki.

- Nie przekonasz mnie. - Odparłem pewnie.
- Na pewno coś cię przekona.
- Przestaniesz oddychać? - Zapytałem.
Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Dlaczego mam przestać oddychać?
- Nie dasz rady. Zgadłem?
- Chwila ,chwila. Czy ty chcesz ,żebym przestała oddychać? - Była w szoku.
- Ty chcesz żebym Cię puścił.
- A ja myślałam ,że poprosisz o całusa. - Mruknęła.
- Wiesz to o co Ty mnie prosisz jest niewykonalne z jednego bardzo ważnego powodu. - Powiedziałem.
Znów westchnęła ciężko.
- Z jakiego powodu?
- Mam w swoich ramionach cały mój świat i nie pozwolę, by ktokolwiek mi go odebrał.
- No przecież nigdzie nie odejdę. - Odparła. - Zostanę.
- I tak Cię nie puszczę.
Jęknęła z grymasem na twarzy i bezwładnie opadła na mój tors.
Zaśmiałem się z jej reakcji, była urocza z resztą jak zawsze.
- To co oglądamy ten film? - Zapytałem po chwili.
- A wtedy mnie puścisz?
- Może. - Odpowiedziałem tajemniczo.
 - Okay! - Skapitulowała. - Poddaję się. Rób co chcesz.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
- A więc zgoda. - Powiedziałem, po czym delikatnie ją pocałowałem. Wstałem i wziąłem ją na ręce, by po chwili być w drodze do salonu. Posadziłem ją na sofie. - Poczekasz tu chwilkę? - Zapytałem.
- A mam inne wyjście? Jasne ,że poczekam. W końcu mnie puściłeś. Muszę pocieszyć się chwilą.
Zaśmiałem się i wyszedłem do kuchni. Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z niej surówkę. Nałożyłem ją na talerzyk i zaniosłem Pat do salonu.
- Potrzymasz talerzyk? - Zapytałem.
- Taa.. - Wyglądała na mało zainteresowaną ,ale wzięła ode mnie naczynie.
 Podszedłem do ławy i zabrałem z niej piloty. Zgasiłem światło i wróciłem do niej. Delikatnie wziąłem ją na ręce i posadziłem sobie na kolanach. Włączyłem film i podgłośniłem na maksa.
- Masz to zjeść. - Powiedziałem do Trixie. Ta cała sytuacja z Jake'em musiała ją wykończyć.
- Powiedziałeś ,że mam to potrzymać! - Oburzyła się. - Nie jestem głodna!! Nie jem w nocy.
 - Patricia, albo sama to zjesz, albo Cię nakarmię.
Prychnęła.
- Nie będę jadła na siłę.
- I ty też mnie nie będziesz karmił. - Dodała.
Zabrałem jej widelec i nabrałem nim trochę jedzenia.
- Otwieraj buzie. - Powiedziałem. - Leci samolocik.
- Przestań! - Krzyknęła i raptownie wstała wyrywając się z moich objęć. - Nie jestem małym dzieckiem. Jeżeli mówię ,że nie chcę to nie chcę.
- Jesteś. - Powiedziałem uśmiechając się do niej. - Pamiętasz co powiedziałaś na górze? Mogę robić co tylko zechcę.
Palnęła się w czoło.
- Jaka ja głupia. - Mruknęła. - Rób co chcesz ,ale nie wbrew mojej woli ,okay?
- No dobrze. - Powiedziałem. - Ale może już usiądziesz?
- Usiądę. - Uśmiechnęła się. - Ale jak najdalej od ciebie. - Dodała siadając na drugi koniec kanapy.
Nic sobie z ego nie zrobiłem i przysunąłem się do niej obejmując ją ramieniem.
- Wiesz, że ze mną nie wygrasz?
- No właśnie niestety zdaje sobie z tego sprawę. - Udała obrażoną.
- Nie obrażaj się. - Powiedziałem, po czym ją pocałowałem.
- Czy ty aby na pewno nie przesadzasz? - Zapytała. - Nie jesteśmy już razem.
- Co? Jak to? Kiedy to się stało? - Zapytałem udając zdziwionego.
- Stało się to wtedy ,kiedy wyjechałeś ,nie pamiętasz? Nie byliśmy już razem od tamtej pory.
- Ja gdzieś wyjeżdżałem? - Zapytałem. Chciałem się z nią trochę podroczyć.
- No do swojego domu w Ameryce.
- Patricio dobrze się czujesz? - Zapytałem - Nigdzie nie wyjeżdżałem.
- Nie rozumiem po co miałbym to robić... - Dodałem po chwili.
- Ponieważ mama ci kazała. - Odparła puszczając moje pytanie mimo uszu.
- Jesteś urocza Pat, ale nawet jej nie znasz. - Odpowiedziałem. - Nigdy tutaj nie przyjechała.
- Jak tam sobie chcesz. - Powiedziała spokojnie niezainteresowana i wstała ,po czym zaczęła kierować się w stronę schodów.
- Ej! Gdzie idziesz? - Zapytałem.
- Znudziła mnie ta rozmowa. - Odparła. - Idę spać.
- Jest środek nocy. - Dodała.
- Słodkich snów Księżniczko
Już miała wchodzić po schodach ,ale się wróciła.
- A ty nie idziesz?
- A chcesz tego?
- No.... - Zawahała się. - Będziesz siedział tutaj sam?
- Wiesz, że nie o tym mówię.
 - A o czym? - Wyglądała tak jakby naprawdę nie wiedziała. - Czyli ,że zostajesz tutaj ,tak?
 - Nie ważne. - Powiedziałem. - Zaraz do Ciebie przyjdę.
- Jak chcesz. - Odparła i już jej nie było.


Kolejny rozdzialik. Tym razem by me i dziwny anonim. Co prawda ona mówi ,że jest zwyczajna ,ale to nie prawda :ppp

Patricia Miller

13 komentarzy:

  1. Ty chujku! Okłamałaś mnieee ;(
    A rozdział zajebiozaaa *___* Najpardziej podoba mi się część Pat, bo jej nie zjebałam <3
    Dodaj szybko nn, bo przyjadę do Cb i nakopię Ci do dupy xD
    Paaamiętaaaj :P
    Ja to zrobię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehhe ,jak ty ładnie uczucia okazujesz (sarkazm) ,i miało być bez przeklinania ,pamiętasz??

      Usuń
  2. Boskie!
    Kurczę, jak ja ich kocham ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny!:)
    MAm pytanie.. co bylo eddiemu w 2 sezonie? Był u lekarza, przyszły wyniki i...? Szkoda, że tak to zakończyłaś. Ten epizod był ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. super czekam na nexta szkoda mi gaduz

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi mnie jak długo jeszcze będą tak żyć w tym domku.
    Rozdział świetny. Warto było na niego czekać :).
    Eddie się tak opiekuje Patt, a ta ciągle ryczy. Hmm... jakoś wolałam ten twardy charakter. Ale okoliczności zmieniają człowieka, więc się nie czepiam ^^.
    Tak miło mi się czytało te ich przekomarzania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Czekam na nexta :)
    <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahaha już sobie wyobrażam tą scenkę-Eddie karmiący Pat jak małe dziecko xdd
    Dawaj szybko kolejny,bo ja chcę wiedzieć co będzie dalej hahaha i tak sobie myślę co mogłoby być w następnym rozdziale,a ty już dobrze wiesz o czym myślę.
    Rozdział oczywiście świetny,jak zawsze zresztą

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo romantyczny,stwierdzam,że jabłuszka dojrzewają/BB

    OdpowiedzUsuń

"Mówi się ,że potrzebna jest tylko jedna godzina by kogoś poznać ,jeden dzień by go polubić ,tydzień by się zakochać ,ale później wieczność by zapomnieć..."